czwartek, 9 maja 2013

Przemyśleń ciąg dalszy...


Ave! Oto owoc moich dzisiejszych zmagań z nudą :D Powoli wracam do formy, choć jeszcze muszę popracować nad szybkością pisania bo to pisałem ok. trzy i pół godziny... Mam nadzieje że się spodoba ;) Oczywiście proszę o ew. wytykanie mi błędów, czy tam co wam pasuje, a co nie :) 


Bo właśnie tak trzeba było ich postrzegać, dwoje młodych ludzi, wyczerpanych, rannych... Jednak w tej chwili Alantar nie mógł niczego w tej kwestii zmienić, choćby i chciał... A wilczy skowyt rozległ się ponownie, tym razem bliżej, budząc również i jego towarzyszkę, która rozejrzała się zamglonym wzrokiem, z wyrazem strachu na twarzy. Chłopak zaśmiał się bezgłośnie, unosząc prawy kącik ust w uśmiechu, który nie wróżył niczego dobrego. Jedna chwila szczęścia w zamian za morze nieszczęścia... W tym momencie musiał chyba przepłynąć cały jego ocean. Dziewczyna zdążyła przykucnąć tuż obok niego, opierając się plecami o ten sam pień o który i on się opierał, by nie tracić niepotrzebnie sił, gdy z ciemności lasu wyłoniła się potężna bestia, szary wilk, większy od swoich krewniaków... Spojrzał na ich dwójkę po czym odwrócił łeb w stronę trucheł które pozostawili na polanie. Teraz Alantar sobie uświadomił dlaczego bestia tu przyszła. Zwabił ją zapach krwi, zapach śmierci który niekiedy i oni wyczuwali, gdy wiatr niełaskawie przywiał go w ich stronę. Jednak zwierzę nie ruszyło w ich stronę, jak przewidywał chłopak, lecz ruszyło powoli do najbliższego ciała by zakosztować zaczynającego się rozkładać mięsa. Z tej odległości mogli jedynie słyszeć pękające ogniwa kolczug oraz chrupot łamanych kości. Nie był to przyjemny widok, tym bardziej że nie mieli nawet jak uciec, bo o ile dziewczyna mogła by pobiec, Alantar z trudem by wstał i co najwyżej przy dużej dozie szczęścia, kuśtykał od drzewa do drzewa. Tak więc siedzieli tak, wpatrzeni w pożywiającą się bestię, nie wiedząc co robić. Odpowiedź na to pytanie przyszła sama, gdy wilk skończył, raz jeszcze obejrzał się w ich stronę, wyszczerzył kły i odszedł, nie śpiesząc się. Sylvia, jak i Alantar długo jeszcze wpatrywali się w miejsce gdzie szara bestia zniknęła w gęstwinie lasu, stając się jednością z otaczającą ich ciemnością. Tej nocy nie usłyszeli już żadnego wycia, czy skowytu, a jednak i tak ledwo co zdołali zasnąć, a ich sen był niespokojny. Gdy się obudził, było bliżej południa niż poranka, ale Sylvia dalej spała. Uśmiechnął się lekko i powoli, pamiętając by nie ruszać lewą ręką, wstał, podpierając się cały czas o pień drzewa. Udało mu się, choć nie bez bólu który przeszył jego lewe ramię... Teraz pomyślał że przydało by się jakoś tą rękę unieruchomić. Najlepszym pomysłem było niestety pójście do zmasakrowanych ciał Cesarskich i znalezienie większego skrawka materiału, co po nocnym incydencie mogło stanowić nie lada wyczyn... Powoli z wyrazem bólu na twarzy, Alantar ruszył w stronę "ciał". Czuł że nie powinien jeszcze chodzić, na pewno nie bez żadnego podparcia. Jednak nie obchodziło go to. Dużo się zmienił od czasu gdy torturowano go by wyjawił gdzie udała się Anastasia... Szybko odegnał od siebie te myśli, skupiwszy się z powrotem na znalezieniu zdatnego do użycia skrawka materiału. W końcu, znalazł spory skrawek ubioru Władającego Mocą, który po szybkim poprawieniu sztyletem idealnie nadawał się jako prowizoryczny temblak... Będąc już na miejscu, rozejrzał się po pozostawionej broni, aż w końcu wybrał dwa sztylety oraz jeden miecz, które według niego były w najlepszej kondycji. Dodatkowo miecz owinął w znalezioną i prawie nie zakrwawioną "szmatę" by nie rzucał się tak w oczy. Jeden z sztyletów włożył sobie za pas, zaś drugi postanowił oddać Sylvii. Gdy wrócił, dziewczyna przyglądała mu się, z raczej niezadowoloną miną, na co odpowiedział szybkim uśmieszkiem, podając jej sztylet.
- Lepiej żebyś to miała przy sobie, tak na wszelki wypadek... -
Czarodziejka zawahała się przez chwilę, po czym przyjęła "podarek", chowając go za pasek spinający jej "sukienkę". Alantar usiadł ciężko, z grymasem na twarzy...
- Jutro rano musimy iść dalej, nieważne czy będę w stanie czy nie... - Spojrzał na nią tym razem bez uśmiechu, wzrokiem który mówił iż jakikolwiek sprzeciw nie ma sensu.
Dziewczyna jedynie skinęła głową, po czym z lekkim uśmieszkiem rzekła:
- W takim razie nie oszczędzasz dzisiaj jedzenia, bo bez niego nigdy nie odzyskasz sił. .. -
Chłopak uśmiechnął się, miała rację, choć wolał by żeby nie miała. Nie miał dużo prowiantu, tym bardziej dla dwójki, a jeżeli miał dzisiaj jeść syto, mogło by się okazać że cały ten wysiłek pójdzie na marne bo zginą nie z rąk ludzi czy zwierząt, a po prostu z głodu. Jednak teraz nie miał jako tako wyjścia, i musiał się pogodzić z ryzykiem, jeśli chciał wyjść z tego cało...
- Chciał bym żebyś nie miała racji... Skoro już wspomniałaś, zjedzmy coś. - Odpowiedział, po czym sięgnął do plecaka i wyciągnął część swego prowiantu... Przez resztę dnia głównie leżał, zjadł jeszcze namiastkę obiadu i kolacji, mocno uszczuplając zapasy i praktycznie nie rozmawiając z Sylvią, pogrążony w rozmyślaniach...

niedziela, 5 maja 2013

Jak przeżyć? Tego jeszcze nikt nie wie...



Ave! Dawno nic nie pisałem, brak weny i czasu, spróbuję się poprawić. Mam nadzieję że jakość nie ucierpiała nadmiernie ;) Pierwsza część jest pisana jeszcze za "poprzedniej kadencji", zaś drugą kilka dni temu ;)


Jednak, w tym położeniu nie powinien zaprzątać sobie głowy takimi sprawami, a raczej zastanawiać się co dalej, gdyż to odwieczne pytanie, znów dawało mu się we znaki i nie potrafił na nie odpowiedzieć. Jak na razie, niestety ale pozostawał odpoczynek, a potem? Potem znów wymyśli coś na krótszą metę, jak na razie całkiem dobrze mu to szło. Po kilku kolejnych chwilach rozmyślań, dziewczyna znów mu się ukazała, targając z sobą jego plecak. Szybko odnalazła niewielką miskę, a sztylet już zdążyła przytroczyć do paska opasającego zniszczoną „sukienkę” do kolan, może trochę dłuższą, trudno mu było rzec. Sprawnie utarła zioła, i przygotowaną papkę, uprzednio zdejmując kawałek szmaty która miała wchłonąć krew, nałożyła ją delikatnie, obwiązując kolejnym skrawkiem materiału, tym razem większym i nie zakrwawionym, najprawdopodobniej wcześniej będącym częścią płaszcza jednego z nieboszczyków. Zaradna była, trzeba było przyznać… Chłopak skinął głową i zamknął oczy. Sen byłe jedną z tych rzeczy których teraz potrzebował, a że nadal jeszcze były ciepłe dni, nie musiał prosić o rozpalenie ogniska, które tylko zdradziło by ich położenie…
- Nie rozpalaj proszę ogniska o ile naprawdę tego nie potrzebujesz, jest jeszcze ciepło… - Powiedział na wszelki wypadek i stękając, osunął się, kładąc głowę na trawie tuż koło wystającego korzenia drzewa pod którym się „schronił”, momentalnie zasnął. Po raz kolejny oczy otworzył następnego dnia, kiedy słońce nie było jeszcze wysoko nad horyzontem. Dziewczyna jeszcze spała, więc Alantar postanowił się jeszcze trochę przespać… I jak to ma w zwyczaju kapryśny los, nie mógł zasnąć, toteż po niedługim czasie, z grymasem na twarzy, oparł się z powrotem o drzewo. Po raz kolejny miał czas aby zastanowić się co teraz. Ból nadal nie ustąpił, i jeszcze przez długi czas nie zamierzał, takie rany goiły się trochę, a w tej chwili potrzebował obu rąk… Nie mogli długo pozostawać na tej polanie, ale potrzebował jeszcze kilku dni odpoczynku. Zacisnął dłoń zdrowej ręki w pięść… Nie tak to miało się potoczyć. Z zamyślenia wyrwał go głód, trywialna potrzeba której jednak nikt nie jest w stanie zignorować. Nie chciał budzić dziewczyny, ale próby samodzielnego dojścia do plecaka, który znajdował się kilka metrów od niego, nie były by dobrym pomysłem. Pozostawało jedno wyjście, choć nie bardzo wiedział jak mu to wyjdzie…

O właśnie tu kończy się stara część, a zaczyna nowa, która może trochę stylem odstawać od reszty, jak się znów wciągnę to na pewno się poprawię :D Jak zwykle proszę o komentarze nt. co mógł bym poprawić, czego jest za dużo, czego za mało itp. itd.

Przymknął powoli oczy, wyciągając prawą rękę w stronę plecaka, skupił się na uczuciu jakie wypełniało go wcale nie tak dawno temu, podczas walki o życie swoje i dziewczyny. Posługiwanie mocą przychodziło u coraz łatwiej, pomyślał gdy moc wypełniła leniwie jego żyły. Otworzył oczy i dalej w skupieniu, podniósł powoli swój plecak, ręka drżała mu niepewnie, zaś plecak drżał jakby trzymany na sznurku przy wietrze. Podnieść nie było problemem, za to już przyciągnięcie go do siebie wbrew pozorom nie było już takie łatwe i gdy plecak w końcu wylądował przed Alantarem, ten czuł że to nie był dobry pomysł, cały był zlany potem, a praktycznie wszelkie „odzyskane” siły właśnie stracił. Mimo wszystko nie zemdlał i to się liczyło. Mógł teraz w końcu zjeść coś, o czym stale przypominał mu jego żołądek, toteż wynalazł jakiś kawałek sera oraz trochę suszonego mięsa, więcej niż zwykle i powoli zjadł, popijając wodą z niewielkiego bukłaczka na czarną godzinę który miał z sobą… Dziewczyna obudziła się chwilę przed tym jak skończył jeść, oparty o pień drzewa. Przeciągnęła się, ziewając, przetarła oczy i dopiero rozejrzała się. Oczywiście jej uwagę przykuł otwarty plecak, znajdujący się w zupełnie innym miejscu niż go zostawiła. Otworzyła usta by coś powiedzieć, ale Alantar przerwał jej zanim cokolwiek powiedziała…
- Jestem Alantar, dziękuję za pomoc. – Nadal mówił cicho, choć już prawie normalnie, zdobył się nawet na uśmiech…
- Sylvia. – Przerwała i uśmiechnęła się. – I to raczej ja powinnam dziękować, bez ciebie to ja bym tutaj leżała. –
Chłopak na sekundkę uśmiechnął się mocniej.
- Jeśli jesteś głodna, częstuj się, jeszcze trochę jedzenia mam… - Wskazał zdrową ręką na otwarty plecak. – Ja spróbuję jeszcze trochę się przespać, to przyciąganie plecaka nie było takie łatwe… - Dodał i zaczął się powoli osuwać na trawę. Zdążył jeszcze zobaczyć powątpiewanie w oczach dziewczyny, czym się jednak nie przejął, w jego głowie powoli rodził się nowy plan, a jego pierwszą fazą był odpoczynek… Spał praktycznie przez cały dzień, nie licząc kilku krótkich przerw, w których i tak nie zamienił nawet słowa z Sylvią, która najwyraźniej cały czas bacznie mu się przyglądała. Alantar domyślał się dlaczego, jednak nie przejmował się tym za bardzo, miał teraz o wiele gorsze sprawy na głowie. I to właśnie jedna z nich obudziła go w środku nocy… Wycie wilka rozchodziło się jękiem po puszczy, przyprawiając o ciarki. Zwierzę było blisko, chłopak to czuł. Nie był teraz w stanie walczyć z człowiekiem, a co dopiero z takim zwierzęciem… Mógł mieć jedynie nadzieję iż wilk nie zbliży się do nich, nie wyczuje „łatwej ofiary”.