Ave! Oto owoc moich dzisiejszych zmagań z nudą :D Powoli wracam do formy, choć jeszcze muszę popracować nad szybkością pisania bo to pisałem ok. trzy i pół godziny... Mam nadzieje że się spodoba ;) Oczywiście proszę o ew. wytykanie mi błędów, czy tam co wam pasuje, a co nie :)
Bo właśnie
tak trzeba było ich postrzegać, dwoje młodych ludzi, wyczerpanych, rannych...
Jednak w tej chwili Alantar nie mógł niczego w tej kwestii zmienić, choćby i
chciał... A wilczy skowyt rozległ się ponownie, tym razem bliżej, budząc
również i jego towarzyszkę, która rozejrzała się zamglonym wzrokiem, z wyrazem
strachu na twarzy. Chłopak zaśmiał się bezgłośnie, unosząc prawy kącik ust w
uśmiechu, który nie wróżył niczego dobrego. Jedna chwila szczęścia w zamian za
morze nieszczęścia... W tym momencie musiał chyba przepłynąć cały jego ocean.
Dziewczyna zdążyła przykucnąć tuż obok niego, opierając się plecami o ten sam
pień o który i on się opierał, by nie tracić niepotrzebnie sił, gdy z ciemności
lasu wyłoniła się potężna bestia, szary wilk, większy od swoich krewniaków...
Spojrzał na ich dwójkę po czym odwrócił łeb w stronę trucheł które pozostawili
na polanie. Teraz Alantar sobie uświadomił dlaczego bestia tu przyszła. Zwabił
ją zapach krwi, zapach śmierci który niekiedy i oni wyczuwali, gdy wiatr
niełaskawie przywiał go w ich stronę. Jednak zwierzę nie ruszyło w ich stronę,
jak przewidywał chłopak, lecz ruszyło powoli do najbliższego ciała by
zakosztować zaczynającego się rozkładać mięsa. Z tej odległości mogli jedynie
słyszeć pękające ogniwa kolczug oraz chrupot łamanych kości. Nie był to
przyjemny widok, tym bardziej że nie mieli nawet jak uciec, bo o ile dziewczyna
mogła by pobiec, Alantar z trudem by wstał i co najwyżej przy dużej dozie
szczęścia, kuśtykał od drzewa do drzewa. Tak więc siedzieli tak, wpatrzeni w
pożywiającą się bestię, nie wiedząc co robić. Odpowiedź na to pytanie przyszła
sama, gdy wilk skończył, raz jeszcze obejrzał się w ich stronę, wyszczerzył kły
i odszedł, nie śpiesząc się. Sylvia, jak i Alantar długo jeszcze wpatrywali się
w miejsce gdzie szara bestia zniknęła w gęstwinie lasu, stając się jednością z
otaczającą ich ciemnością. Tej nocy nie usłyszeli już żadnego wycia, czy
skowytu, a jednak i tak ledwo co zdołali zasnąć, a ich sen był niespokojny. Gdy
się obudził, było bliżej południa niż poranka, ale Sylvia dalej spała.
Uśmiechnął się lekko i powoli, pamiętając by nie ruszać lewą ręką, wstał,
podpierając się cały czas o pień drzewa. Udało mu się, choć nie bez bólu który
przeszył jego lewe ramię... Teraz pomyślał że przydało by się jakoś tą rękę
unieruchomić. Najlepszym pomysłem było niestety pójście do zmasakrowanych ciał
Cesarskich i znalezienie większego skrawka materiału, co po nocnym incydencie
mogło stanowić nie lada wyczyn... Powoli z wyrazem bólu na twarzy, Alantar
ruszył w stronę "ciał". Czuł że nie powinien jeszcze chodzić, na
pewno nie bez żadnego podparcia. Jednak nie obchodziło go to. Dużo się zmienił
od czasu gdy torturowano go by wyjawił gdzie udała się Anastasia... Szybko
odegnał od siebie te myśli, skupiwszy się z powrotem na znalezieniu zdatnego do
użycia skrawka materiału. W końcu, znalazł spory skrawek ubioru Władającego
Mocą, który po szybkim poprawieniu sztyletem idealnie nadawał się jako
prowizoryczny temblak... Będąc już na miejscu, rozejrzał się po pozostawionej
broni, aż w końcu wybrał dwa sztylety oraz jeden miecz, które według niego były
w najlepszej kondycji. Dodatkowo miecz owinął w znalezioną i prawie nie
zakrwawioną "szmatę" by nie rzucał się tak w oczy. Jeden z sztyletów
włożył sobie za pas, zaś drugi postanowił oddać Sylvii. Gdy wrócił, dziewczyna
przyglądała mu się, z raczej niezadowoloną miną, na co odpowiedział szybkim
uśmieszkiem, podając jej sztylet.
- Lepiej
żebyś to miała przy sobie, tak na wszelki wypadek... -
Czarodziejka
zawahała się przez chwilę, po czym przyjęła "podarek", chowając go za
pasek spinający jej "sukienkę". Alantar usiadł ciężko, z grymasem na
twarzy...
- Jutro rano
musimy iść dalej, nieważne czy będę w stanie czy nie... - Spojrzał na nią tym
razem bez uśmiechu, wzrokiem który mówił iż jakikolwiek sprzeciw nie ma sensu.
Dziewczyna
jedynie skinęła głową, po czym z lekkim uśmieszkiem rzekła:
- W takim razie
nie oszczędzasz dzisiaj jedzenia, bo bez niego nigdy nie odzyskasz sił. .. -
Chłopak
uśmiechnął się, miała rację, choć wolał by żeby nie miała. Nie miał dużo
prowiantu, tym bardziej dla dwójki, a jeżeli miał dzisiaj jeść syto, mogło by
się okazać że cały ten wysiłek pójdzie na marne bo zginą nie z rąk ludzi czy
zwierząt, a po prostu z głodu. Jednak teraz nie miał jako tako wyjścia, i
musiał się pogodzić z ryzykiem, jeśli chciał wyjść z tego cało...
- Chciał bym
żebyś nie miała racji... Skoro już wspomniałaś, zjedzmy coś. - Odpowiedział, po
czym sięgnął do plecaka i wyciągnął część swego prowiantu... Przez resztę dnia
głównie leżał, zjadł jeszcze namiastkę obiadu i kolacji, mocno uszczuplając
zapasy i praktycznie nie rozmawiając z Sylvią, pogrążony w rozmyślaniach...