Pisałem o 1 w nocy więc nie bić ;) Ogólnie to Ave wszystkim co moje wypociny czytają :D Musiałem zarwać nockę, a że nie miałem nic lepszego do roboty postanowiłem trochę napisać, niestety ale trochę nudny fragment... Mniej więcej w tym momencie urywa mi się koncepcja i powraca dopiero hen, hen daleko więc jak by ktoś miał jakikolwiek pomysł, śmiało można w komentarzu, czy to prywatnie mi owy pomysł podsunąć, nawet jak będzie to tylko ogólny zarys itp. co by się mogło dalej stać... Potrzebuję weny! A niestety gdy już ja mam nie jestem raczej w stanie obmyślać co by tu dalej zrobić, po prostu piękniej przelewam na monitor wcześniej zarysowane sceny... Jakaś konstruktywna opinia by się przydała... I jakaś dłuższa rozmowa na ten temat, może wpadł bym na pomysły... Dzięki wielkie za czytanie tego! Jeszcze raz pozdrawiam ;)
Jeszcze raz
rozejrzał się uważnie po czym niespiesznie zaczął przygotowywać się do dalszej
drogi. Zdążył usiąść przy jednym z drzew by odsapnąć sobie, gdy z gęstwiny
wyłoniła się Sylvia, zamyślona nad czymś... Alantar uśmiechnął się lekko i
wstał zarzucając sobie plecak na plecy, stękając przy tym cicho. Spojrzał na
nią, po czym bez słowa ruszył, z początku powoli, a gdy tylko go dogoniła,
szybciej. Przez cały dzień powoli parli przed siebie, przez gąszcz drzew i
krzewów, nie wiedząc gdzie dokładnie są, zmierzając w kierunku drogi, która
przecież mogła być zupełnie gdzie indziej... Mozolna podróż, nie ucieczka, tego
właśnie mu było trzeba. To że Władający Mocą mieli by ich znaleźć było teraz
tak mało prawdopodobne. Może właśnie dzięki temu przeczuciu ulżyło mu? Napięcie
minionych dni, tygodni znikało wraz z kolejnymi kilometrami trudnej podróży,
zostawiając na jego twarzy uśmiech, który utrzymał się aż do wieczoru, a może i
nocy kiedy to po raz kolejny zatrzymali się aby odpocząć. Tym razem przespał całą
noc i obudził się przed Sylvią dzięki czemu miał czas aby przygotować skromny
posiłek z szybko uszczuplających się zapasów, by już kilka chwil później znów
znaleźć się na drodze do "wolności". Jeszcze przed tym jak słońce
zaczęło zachodzić, trafili na trakt prowadzący przez las, ten o którym pamiętał
Alantar, taką przynajmniej miał nadzieję, nie mniej jednak, najważniejsze było
że nie byli sami na tym trakcie, w ich stronę powoli zbliżał się wóz zaprzężony
w dwa konie, a na nim mężczyzna w średnim wieku w znoszonych ale całkiem
przyzwoitych ubraniach. Zatrzymał się dopiero kilka kroków od nich, z wyrazem
lekkiego zaskoczenia na twarzy...
-
Zgubiliście się czy co? Co w tym lesie robi dwójka tak młodych ludzi? - Zapytał
lekko podejrzliwie, w końcu naprawdę rzadko można było spotkać na tym trakcie
kogokolwiek niepodróżującego konno, bądź na wozie.
- Można by
tak rzec... - Odpowiedział szybko, zanim Sylvia zdążyła cokolwiek powiedzieć.
Nie spodziewał się takiego obrotu spraw więc musiał szybko wymyślić coś na
poczekaniu... Żeby tylko Sylvia niczego nie spartaczyła...
- Kilka dni
temu gdy jechaliśmy odwiedzić wujka napadli na nas zbóje, tata i starszy brat
próbowali się bronić, a gdy jeden trafił mnie mieczem - Wskazał na swoją ranę
na lewej ręce - musiałem się ratować ucieczką wraz z siostrą, była noc więc
jakimś cudem udało nam się ich zgubić i od tego czasu błąkamy się po lesie, ale
widać że szczęście nam dopisało dobry panie... - Spojrzał na Sylvię, a ta
uśmiechnęła się smutno w stronę mężczyzny, który cały czas uważnie słuchał słów
Alantara.
- I chcecie
abym wam pomógł? A co jeśli jesteście zbiegami? Hm? - Odpowiedział mężczyzna na
wozie, głęboko się zastanawiając...
- Mogę
zapłacić, a uciekinierzy przecież pieniędzy nie mają? Nieprawda? Po złotej
monecie od mnie i mojej siostry, co pan na to? - Tym razem i Alantar się
uśmiechnął, jednak dobrze przewidział że kilka monet może mu się jeszcze
przydać, a oferta którą złożył była nader hojna...
- Chyba masz
rację chłopcze... - Mężczyzna przerwał na chwilę, po czym kontynuował: - Tak
stawiając sprawę trudno mi odpowiedzieć nie, więc wskakujcie na wóz... -
Uśmiechnął się lekko kończąc zdanie.
- Dziękujemy
bardzo, dobry panie. - Odpowiedział z promiennym uśmiechem Alantar, zaś za jego
przykładem Sylvia również uśmiechnęła się, po czym nie ociągając się, wsiedli
na wóz, chłopak wygrzebał dwie złote monety i ruszyli... Ten etap ich podróży
zapowiadał się lekko wyboiście, ale przynajmniej mogli odpocząć. I właśnie to
robili, przez większość czasu śpiąc bądź rozmawiając z kupcem który przewoził
swój mały ładunek. Jak się okazało zmierzali do Stealde, niewielkiego miasta,
ale już nie miasteczka, oddalonego mniej więcej tak samo od stolicy jak od
granicy Cesarstwa. Nie była to dobra nowina, w końcu im bliżej miasta stołecznego
tym więcej Władających Mocą, przed którymi przecież uciekali... Jednak teraz
liczyło się tylko jedno, żyli i przez jakiś czas żyć zamierzali, z każdym dniem
zbliżając się do miasta. Przez cały ten czas Alantar zastanawiał się co robić,
i mimo wszystko musiał pogodzić się z faktem że będą musieli tam zostać na
dłużej, być może aż ich nie znajdą, co przecie było pewne. Prędzej czy później
znajdą ich obojętnie jak dobrze się ukryją, tego był pewien.