niedziela, 5 maja 2013

Jak przeżyć? Tego jeszcze nikt nie wie...



Ave! Dawno nic nie pisałem, brak weny i czasu, spróbuję się poprawić. Mam nadzieję że jakość nie ucierpiała nadmiernie ;) Pierwsza część jest pisana jeszcze za "poprzedniej kadencji", zaś drugą kilka dni temu ;)


Jednak, w tym położeniu nie powinien zaprzątać sobie głowy takimi sprawami, a raczej zastanawiać się co dalej, gdyż to odwieczne pytanie, znów dawało mu się we znaki i nie potrafił na nie odpowiedzieć. Jak na razie, niestety ale pozostawał odpoczynek, a potem? Potem znów wymyśli coś na krótszą metę, jak na razie całkiem dobrze mu to szło. Po kilku kolejnych chwilach rozmyślań, dziewczyna znów mu się ukazała, targając z sobą jego plecak. Szybko odnalazła niewielką miskę, a sztylet już zdążyła przytroczyć do paska opasającego zniszczoną „sukienkę” do kolan, może trochę dłuższą, trudno mu było rzec. Sprawnie utarła zioła, i przygotowaną papkę, uprzednio zdejmując kawałek szmaty która miała wchłonąć krew, nałożyła ją delikatnie, obwiązując kolejnym skrawkiem materiału, tym razem większym i nie zakrwawionym, najprawdopodobniej wcześniej będącym częścią płaszcza jednego z nieboszczyków. Zaradna była, trzeba było przyznać… Chłopak skinął głową i zamknął oczy. Sen byłe jedną z tych rzeczy których teraz potrzebował, a że nadal jeszcze były ciepłe dni, nie musiał prosić o rozpalenie ogniska, które tylko zdradziło by ich położenie…
- Nie rozpalaj proszę ogniska o ile naprawdę tego nie potrzebujesz, jest jeszcze ciepło… - Powiedział na wszelki wypadek i stękając, osunął się, kładąc głowę na trawie tuż koło wystającego korzenia drzewa pod którym się „schronił”, momentalnie zasnął. Po raz kolejny oczy otworzył następnego dnia, kiedy słońce nie było jeszcze wysoko nad horyzontem. Dziewczyna jeszcze spała, więc Alantar postanowił się jeszcze trochę przespać… I jak to ma w zwyczaju kapryśny los, nie mógł zasnąć, toteż po niedługim czasie, z grymasem na twarzy, oparł się z powrotem o drzewo. Po raz kolejny miał czas aby zastanowić się co teraz. Ból nadal nie ustąpił, i jeszcze przez długi czas nie zamierzał, takie rany goiły się trochę, a w tej chwili potrzebował obu rąk… Nie mogli długo pozostawać na tej polanie, ale potrzebował jeszcze kilku dni odpoczynku. Zacisnął dłoń zdrowej ręki w pięść… Nie tak to miało się potoczyć. Z zamyślenia wyrwał go głód, trywialna potrzeba której jednak nikt nie jest w stanie zignorować. Nie chciał budzić dziewczyny, ale próby samodzielnego dojścia do plecaka, który znajdował się kilka metrów od niego, nie były by dobrym pomysłem. Pozostawało jedno wyjście, choć nie bardzo wiedział jak mu to wyjdzie…

O właśnie tu kończy się stara część, a zaczyna nowa, która może trochę stylem odstawać od reszty, jak się znów wciągnę to na pewno się poprawię :D Jak zwykle proszę o komentarze nt. co mógł bym poprawić, czego jest za dużo, czego za mało itp. itd.

Przymknął powoli oczy, wyciągając prawą rękę w stronę plecaka, skupił się na uczuciu jakie wypełniało go wcale nie tak dawno temu, podczas walki o życie swoje i dziewczyny. Posługiwanie mocą przychodziło u coraz łatwiej, pomyślał gdy moc wypełniła leniwie jego żyły. Otworzył oczy i dalej w skupieniu, podniósł powoli swój plecak, ręka drżała mu niepewnie, zaś plecak drżał jakby trzymany na sznurku przy wietrze. Podnieść nie było problemem, za to już przyciągnięcie go do siebie wbrew pozorom nie było już takie łatwe i gdy plecak w końcu wylądował przed Alantarem, ten czuł że to nie był dobry pomysł, cały był zlany potem, a praktycznie wszelkie „odzyskane” siły właśnie stracił. Mimo wszystko nie zemdlał i to się liczyło. Mógł teraz w końcu zjeść coś, o czym stale przypominał mu jego żołądek, toteż wynalazł jakiś kawałek sera oraz trochę suszonego mięsa, więcej niż zwykle i powoli zjadł, popijając wodą z niewielkiego bukłaczka na czarną godzinę który miał z sobą… Dziewczyna obudziła się chwilę przed tym jak skończył jeść, oparty o pień drzewa. Przeciągnęła się, ziewając, przetarła oczy i dopiero rozejrzała się. Oczywiście jej uwagę przykuł otwarty plecak, znajdujący się w zupełnie innym miejscu niż go zostawiła. Otworzyła usta by coś powiedzieć, ale Alantar przerwał jej zanim cokolwiek powiedziała…
- Jestem Alantar, dziękuję za pomoc. – Nadal mówił cicho, choć już prawie normalnie, zdobył się nawet na uśmiech…
- Sylvia. – Przerwała i uśmiechnęła się. – I to raczej ja powinnam dziękować, bez ciebie to ja bym tutaj leżała. –
Chłopak na sekundkę uśmiechnął się mocniej.
- Jeśli jesteś głodna, częstuj się, jeszcze trochę jedzenia mam… - Wskazał zdrową ręką na otwarty plecak. – Ja spróbuję jeszcze trochę się przespać, to przyciąganie plecaka nie było takie łatwe… - Dodał i zaczął się powoli osuwać na trawę. Zdążył jeszcze zobaczyć powątpiewanie w oczach dziewczyny, czym się jednak nie przejął, w jego głowie powoli rodził się nowy plan, a jego pierwszą fazą był odpoczynek… Spał praktycznie przez cały dzień, nie licząc kilku krótkich przerw, w których i tak nie zamienił nawet słowa z Sylvią, która najwyraźniej cały czas bacznie mu się przyglądała. Alantar domyślał się dlaczego, jednak nie przejmował się tym za bardzo, miał teraz o wiele gorsze sprawy na głowie. I to właśnie jedna z nich obudziła go w środku nocy… Wycie wilka rozchodziło się jękiem po puszczy, przyprawiając o ciarki. Zwierzę było blisko, chłopak to czuł. Nie był teraz w stanie walczyć z człowiekiem, a co dopiero z takim zwierzęciem… Mógł mieć jedynie nadzieję iż wilk nie zbliży się do nich, nie wyczuje „łatwej ofiary”.

1 komentarz:

  1. Mogło być gorsze lecz mam tylko nadzieje iż będziesz nadal pisał tego bloga choć już z mniejszymi przerwami. :)

    OdpowiedzUsuń