poniedziałek, 21 stycznia 2013

Siła nie kryje się w mięśniach...

Ave!
Na początek chciałem przeprosić, ale ostatnio jakoś nie mogę zabrać się za pisanie, szkoła teraz jeszcze zajęte weekendy itp. i trochę trudno znaleźć 3-4 godzinki na napisanie czegoś... Jak będę miał ferie to postaram się nadrobić :D A i wrzucam skromny tekścik który przez ten czas udało mi się skrobnąć. Miłego czytania! Komentarze (najlepiej konstruktywne) mile widziane!



Gdy się obudził, od razu spróbował wstać i rozejrzeć się, lecz gdy tylko to zrobił, zakręciło mu się w głowie, i aby znów się nie położyć, bezwiednie podparł się lewą ręką… Przeszywający ból, przypomniał mu gdzie jest i co tu robi, a straciwszy podparcie, znów opadł na plecy, krzywiąc się boleśnie. Nadal miał w głowie mętlik i mimo mroczków przed oczami, próbował się rozejrzeć. I tą akcję również zakończył ból, teraz promieniujący nie tylko z rannej ręki, lecz również głowy, chłopak zamknął oczy a jego twarz wykrzywił grymas. I w tym momencie usłyszał głos dziewczyny…
- Żyjesz? Słyszysz mnie? –
- Tak… - Wysyczał przez zaciśnięte zęby, i znów zamknął oczy, krzywiąc się, gdy kolejna fala cierpienia przebiegła jego ciało.
- Jak się czujesz? Masz inne rany prócz tej na ręce? – Mimo sytuacji, dziewczyna myślała całkiem trzeźwo, na przekór Alantarowi, który nie miał teraz ani chęci, ani sił, odpowiadać na pytania…
- Nie, gorzej niż myślisz… - Znów wysyczał… Próbował przestać myśleć o bólu i skupić się na innych, ważniejszych sprawach, to że zabił tych tutaj, nie znaczyło że był, znaczy się, byli tutaj bezpieczni. Gdy przestał się gwałtownie ruszać, „kamieniołomy” w jego głowie przycichły, dzięki czemu był w stanie jako tako zebrać myśli.
- Nie wstawaj, musisz odpoczywać… - Dziewczyna już wcześniej coś mówiła, ale nie słuchał jej, przez co oczywiście się nie posłuchał i bardzo powoli, uważając na ranną rękę, podniósł się do pozycji siedzącej, podpierając się tym razem prawą rękę, lewą starał się trzymać nieruchomo. Rozejrzał się powoli, nadal jeszcze trochę ciemniało mu w oczach, a gwałtowniejsze ruchy pogarszały tylko sprawę. Mimo to zauważył w miejscu gdzie leżał, zaschniętą niedawno krew, która nadal powoli płynęła z rany. Jednak najważniejsze było że cała piątka Cesarskich leżała tam gdzie ich zostawił, w kałużach własnej krwi. Nie był to miły widok, lecz Alantar i tak uśmiechnął się i od razu pożałował, gdy znów czerń przysłoniła mu widok na kilka chwil… Dziewczyna oddalała się powoli, rozglądając bacznie, chyba czegoś szukając. Pewnie powiedziała mu czego, lecz musiał nie słuchać, cóż, chłopak postanowił nie przeciągać struny i położył się powoli, zamykając oczy. Sądził iż nie zaśnie, w końcu ból mimo wszystko nie ustępował, a rana dalej krwawiła, przewiązana jedynie skrawkiem materiału, choć trzeba przyznać że całkiem dobrze, lepiej niż sam by to zrobił… Obudził się dopiero gdy ktoś usiadł obok niego, trącając przy okazji któreś z narzędzi mordu, „rozrzuconych” po okolicy. Zaczął podnosić się powoli, gdy ręka dziewczyny zatrzymała go w połowie „drogi”.
- Leż, musisz odpocząć. – Powiedziała spokojnie, jednak Alantar i tak usiadł, z grymasem bólu, ale usiadł.
- Nie tu. – Odpowiedział cicho, prawie szeptem.
- Co? Jak nie tu? – Zapytała się zdziwiona, nie wiedząc o co mu chodzi.
 - Pomożesz mi wstać? Na skraju będzie lepiej… -
Dziewczyna patrzyła przez chwilę na niego ze zdziwieniem, lecz w końcu kiwnęła głową i ostrożnie pomogła wstać. Na szczęście utrzymał się, z dużą pomocą czarodziejki, ale jakoś szedł, powoli, zginany w pół przez spazmy bólu, ale szedł, zawsze szedł, mimo wszelkich niedogodności, brnął przed siebie, nie tracił nadziei że wyjdzie z tego cało… Po kilku niekończących się chwilach, znaleźli się na skraju polany, najdalej jak się dało od zwłok. Chłopak oparł się powoli o drzewo i tak siedząc, westchnął z ulgą. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
- Po co szłaś do lasu? Nie usłyszałem jak mówiłaś… - Powiedział, znów prawie szepcząc.
- Zioła. - Tu pokazała mu trzymany w lewej ręce pęczek roślin, których Alantar wcześniej nie zauważył. – Zatrzymają krwawienie, przynajmniej jeśli nie będziesz tej ręki używać, oraz powinny zapobiec zakażeniu. Muszę je tylko gdzieś otrzeć. –
- Poczekaj – Alantar rozejrzał się uważnie, dopiero teraz doszedł do niego fakt iż nigdzie nie widział rumaków którymi przybyli żołnierze. – Co się stało z końmi? –
Dziewczyna spuściła głowę i o wiele ciszej niż przedtem powiedziała:
- Uciekły, rozpierzchły się chwilę po twoim omdleniu, coś chyba je przestraszyło… - W tym momencie spojrzała na niego, bez uśmiechu, wręcz poważnie… Jakoś do tej właśnie chwili, Alantar nie do końca uzmysławiał sobie co tak naprawdę zrobił, a dokładniej jak. Jednak w tej chwili to nie miało znaczenia, ważne było że musieli uciekać pieszo, a to w jego stanie było praktycznie niemożliwe, nie dopóki zawroty głowy nie znikną i odzyska choć trochę sił, by iść samemu. W końcu wrócił do rzeczywistości i znów zaczął mówić.
- Gdzieś w moim plecaku znajdziesz jakąś miseczkę, głowica sztyletu nada się jako tłuczek… - Mówiąc to uśmiechnął się leciutko i zastanowił się co począł z plecakiem, w końcu przecież nie miał go na sobie podczas walki… Rozważania przerwała mu dziewczyna, odpowiadając mu:
- Masz szczęście… Nie ruszaj się, przyniosę rzeczy… - Już w trakcie wypowiedzi, zdążyła wstać i odwrócić się, by nie spiesząc się mocno, ruszyć na poszukiwania plecaka Alantara. Chłopak przyglądał się przez chwilę sposobowi w jaki chodzi, gdyż jak zdążył zauważyć arystokratki czy córki bogatych kupców, zawsze chodziły podobnie, inaczej niż zwykłe wiejskie dziewczyny czy mieszczki. Jednak te oględziny pozwoliły mu jedynie stwierdzić iż raczej nie obracała się w wyższych kręgach, choć przeczuwał iż zwykłą wieśniaczką też nie była… 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz