Na początek chciałem przeprosić, ale ostatnio jakoś nie mogę zabrać się za pisanie, szkoła teraz jeszcze zajęte weekendy itp. i trochę trudno znaleźć 3-4 godzinki na napisanie czegoś... Jak będę miał ferie to postaram się nadrobić :D A i wrzucam skromny tekścik który przez ten czas udało mi się skrobnąć. Miłego czytania! Komentarze (najlepiej konstruktywne) mile widziane!
Gdy się
obudził, od razu spróbował wstać i rozejrzeć się, lecz gdy tylko to zrobił,
zakręciło mu się w głowie, i aby znów się nie położyć, bezwiednie podparł się
lewą ręką… Przeszywający ból, przypomniał mu gdzie jest i co tu robi, a
straciwszy podparcie, znów opadł na plecy, krzywiąc się boleśnie. Nadal miał w
głowie mętlik i mimo mroczków przed oczami, próbował się rozejrzeć. I tą akcję
również zakończył ból, teraz promieniujący nie tylko z rannej ręki, lecz
również głowy, chłopak zamknął oczy a jego twarz wykrzywił grymas. I w tym
momencie usłyszał głos dziewczyny…
- Żyjesz?
Słyszysz mnie? –
- Tak… -
Wysyczał przez zaciśnięte zęby, i znów zamknął oczy, krzywiąc się, gdy kolejna
fala cierpienia przebiegła jego ciało.
- Jak się
czujesz? Masz inne rany prócz tej na ręce? – Mimo sytuacji, dziewczyna myślała
całkiem trzeźwo, na przekór Alantarowi, który nie miał teraz ani chęci, ani
sił, odpowiadać na pytania…
- Nie,
gorzej niż myślisz… - Znów wysyczał… Próbował przestać myśleć o bólu i skupić
się na innych, ważniejszych sprawach, to że zabił tych tutaj, nie znaczyło że
był, znaczy się, byli tutaj bezpieczni. Gdy przestał się gwałtownie ruszać,
„kamieniołomy” w jego głowie przycichły, dzięki czemu był w stanie jako tako
zebrać myśli.
- Nie
wstawaj, musisz odpoczywać… - Dziewczyna już wcześniej coś mówiła, ale nie
słuchał jej, przez co oczywiście się nie posłuchał i bardzo powoli, uważając na
ranną rękę, podniósł się do pozycji siedzącej, podpierając się tym razem prawą
rękę, lewą starał się trzymać nieruchomo. Rozejrzał się powoli, nadal jeszcze
trochę ciemniało mu w oczach, a gwałtowniejsze ruchy pogarszały tylko sprawę.
Mimo to zauważył w miejscu gdzie leżał, zaschniętą niedawno krew, która nadal
powoli płynęła z rany. Jednak najważniejsze było że cała piątka Cesarskich
leżała tam gdzie ich zostawił, w kałużach własnej krwi. Nie był to miły widok,
lecz Alantar i tak uśmiechnął się i od razu pożałował, gdy znów czerń
przysłoniła mu widok na kilka chwil… Dziewczyna oddalała się powoli,
rozglądając bacznie, chyba czegoś szukając. Pewnie powiedziała mu czego, lecz
musiał nie słuchać, cóż, chłopak postanowił nie przeciągać struny i położył się
powoli, zamykając oczy. Sądził iż nie zaśnie, w końcu ból mimo wszystko nie
ustępował, a rana dalej krwawiła, przewiązana jedynie skrawkiem materiału, choć
trzeba przyznać że całkiem dobrze, lepiej niż sam by to zrobił… Obudził się
dopiero gdy ktoś usiadł obok niego, trącając przy okazji któreś z narzędzi
mordu, „rozrzuconych” po okolicy. Zaczął podnosić się powoli, gdy ręka dziewczyny
zatrzymała go w połowie „drogi”.
- Leż,
musisz odpocząć. – Powiedziała spokojnie, jednak Alantar i tak usiadł, z
grymasem bólu, ale usiadł.
- Nie tu. –
Odpowiedział cicho, prawie szeptem.
- Co? Jak
nie tu? – Zapytała się zdziwiona, nie wiedząc o co mu chodzi.
- Pomożesz mi wstać? Na skraju będzie lepiej…
-
Dziewczyna
patrzyła przez chwilę na niego ze zdziwieniem, lecz w końcu kiwnęła głową i
ostrożnie pomogła wstać. Na szczęście utrzymał się, z dużą pomocą czarodziejki,
ale jakoś szedł, powoli, zginany w pół przez spazmy bólu, ale szedł, zawsze
szedł, mimo wszelkich niedogodności, brnął przed siebie, nie tracił nadziei że
wyjdzie z tego cało… Po kilku niekończących się chwilach, znaleźli się na
skraju polany, najdalej jak się dało od zwłok. Chłopak oparł się powoli o
drzewo i tak siedząc, westchnął z ulgą. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
- Po co
szłaś do lasu? Nie usłyszałem jak mówiłaś… - Powiedział, znów prawie szepcząc.
- Zioła. -
Tu pokazała mu trzymany w lewej ręce pęczek roślin, których Alantar wcześniej
nie zauważył. – Zatrzymają krwawienie, przynajmniej jeśli nie będziesz tej ręki
używać, oraz powinny zapobiec zakażeniu. Muszę je tylko gdzieś otrzeć. –
- Poczekaj –
Alantar rozejrzał się uważnie, dopiero teraz doszedł do niego fakt iż nigdzie
nie widział rumaków którymi przybyli żołnierze. – Co się stało z końmi? –
Dziewczyna
spuściła głowę i o wiele ciszej niż przedtem powiedziała:
- Uciekły,
rozpierzchły się chwilę po twoim omdleniu, coś chyba je przestraszyło… - W tym
momencie spojrzała na niego, bez uśmiechu, wręcz poważnie… Jakoś do tej właśnie
chwili, Alantar nie do końca uzmysławiał sobie co tak naprawdę zrobił, a
dokładniej jak. Jednak w tej chwili to nie miało znaczenia, ważne było że
musieli uciekać pieszo, a to w jego stanie było praktycznie niemożliwe, nie
dopóki zawroty głowy nie znikną i odzyska choć trochę sił, by iść samemu. W
końcu wrócił do rzeczywistości i znów zaczął mówić.
- Gdzieś w
moim plecaku znajdziesz jakąś miseczkę, głowica sztyletu nada się jako tłuczek…
- Mówiąc to uśmiechnął się leciutko i zastanowił się co począł z plecakiem, w
końcu przecież nie miał go na sobie podczas walki… Rozważania przerwała mu
dziewczyna, odpowiadając mu:
- Masz
szczęście… Nie ruszaj się, przyniosę rzeczy… - Już w trakcie wypowiedzi, zdążyła
wstać i odwrócić się, by nie spiesząc się mocno, ruszyć na poszukiwania plecaka
Alantara. Chłopak przyglądał się przez chwilę sposobowi w jaki chodzi, gdyż jak
zdążył zauważyć arystokratki czy córki bogatych kupców, zawsze chodziły
podobnie, inaczej niż zwykłe wiejskie dziewczyny czy mieszczki. Jednak te
oględziny pozwoliły mu jedynie stwierdzić iż raczej nie obracała się w wyższych
kręgach, choć przeczuwał iż zwykłą wieśniaczką też nie była…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz