Ave, znowu trochę przerwy sobie zrobiłem... Tak jak już komuś mówiłem, niestety piszę tego bloga po nocach, bo tylko wtedy mam odpowiedni nastrój i nikt mi nie przeszkadza. Mimo wszystko wrzucam to co skrobnąłem z dwa dni po poprzednim poście oraz dzisiaj. Razem będą z 3h roboty... Eh... Mam nadzieję iż będzie się podobać. A jako że dawno nie prosiłem o komentarze, to teraz to zrobię. Śmiało proszę komentować, wytykać błędy, mówić co według was jest dobrego, co wam się nie podoba. I tak zdaję sobie sprawę że piszę dla siebie, ale bez odpowiedniej krytyki trudno się rozwijać, a to jest jednym z głównych celów wrzucania moich "wypocin" do internetu :P Miłego czytania! (Tak wiem że mało :P )
Ranek nie
napawał optymizmem, mimo iż pogoda
sprzyjała i raczej nie zapowiadało się na deszcz. Po prostu chłopak był
pogrążony w nieprzyjemnych myślach... Gdy udał się do kuchni spostrzegł już
siedzącą tam i rozmawiającą z domowniczką Sylvię. Rzucił szybkie witam po czym
wyszedł z domostwa. Rozejrzał się po okolicy, miał tu spędzić trochę czasu...
Taką przynajmniej miał nadzieję. W niewielkiej odległości można było dostrzec
kilka kolejnych domów, gdzieś daleko bawiło się kilka dzieci. Całkiem spory
ogródek całkiem przypadł mu do gustu, widać było iż opiekuje się nim ktoś to
wie co robi. W niewielkiej szopie znalazł mały stosik drewna, cóż teraz jeszcze
nikt go nie potrzebował, chyba że na zimne noce, które na szczęście zdarzały
się rzadko, ale można by było pomyśleć wcześniej o zgromadzeniu odpowiedniej
ilości opału. Może się tym niedługo zajmie... Na chwilę obecną powinien
przejmować się znalezieniem jakiegoś łuku... Po obejrzeniu gospodarstwa
skierował się w stronę wiekowego lasu, zanurzając się w gęstwinie. Kiedy nie
był ścigany, a przynajmniej takie miał uczucie, las od razu stawał się lepszy,
a chłopak zaczynał rozpogadzać się. Niedaleko znalazł niewielki strumyk, kilka
omszałych głazów, dalej polanę, potem drugą. Szukając śladów zwierząt natrafił
na jelenie, bobry, zające, sarny, wszystko co tylko w lesie żyło... Chyba było
tu mało myśliwych. Straż jak i wojsko krzywo na nich patrzyło to nic dziwnego,
ale ktoś musiał dostarczać skór, a zakaz łowiectwa źle by się skończył, tak dla
samego Cesarstwa jak i jego mieszkańców. Cóż Cesarz nie licząc spraw magii był
do przyjęcia, owszem, było ciężko, ale ludzie żyli w miarę spokojnie... Właśnie
z tymi myślami Alantar wrócił do domu Kanis i to właśnie ją zastał w kuchni,
tym razem bez Sylvii.
- Witam...
Widzę że dogaduje się pani z moją siostrą... - Powiedział siadając przy
niewielkim stole.
- Miła z
niej dziewczyna. - Kanis uśmiechnęła się. - Poszła zobaczyć co można znaleźć w
pobliżu, nie minęliście się? -
- Niestety
nie... -
-Ah...
Zapomniała bym... Pewnie jesteś głodny, nic nie jadłeś... - Kobieta wstała i
zaczęła szukać czegoś do jedzenia, po chwili położyła przed chłopakiem całkiem
smakowicie wyglądającą pajdę chleba okraszoną mięsiwem. Alantar uśmiechnął się
z lekka...
- Dziękuję,
nie trzeba było... - Mimo wszystko z zapałem wziął się za jedzenie. Smakowało
równie dobrze jak wyglądało... Przez czas gdy on jadł, Kanis przyglądała mu
się, na co starał się nie zwracać uwagi. Gdy tylko skończył znów się odezwał.
- Pyszne...
Ale nie o tym miałem... Przepraszam że pytam ale nie znalazłbym może gdzieś
tutaj jakiegoś łuku? Bądź strzał? Niestety ale bez tego raczej nie na dużo się
przydam... -
Kanis przez
chwilę zastanawiała się, widać było że nie spodziewała się pytania...
- Cóż, strzały
jakieś znajdę, zaś łuk złamał mój małżonek jeszcze za życia i nie zdążył nabyć
nowego. - Odpowiedziała z smutną miną.
- Nie wiedziałem,
przepraszam... Czyli nie ma możliwości zdobycia łuku? Będzie ciężko... -
- To znaczy...
- Kanis na chwilę przerwała jakby niepewna swoich słów. - Niedaleko mieszka
Snerik, zajmuje się wszystkim co związane z drewnem, toteż łuki również
powinien mieć... Jak dojdziesz do tutejszej studni to musisz wypatrywać małego
domku praktycznie na skraju lasu, nie masz do niego udeptanej drogi... -
- W takim
razie wyruszam w drogę... - Wstał szybko i poszedł na górę. Ostatnie pieniądze
jakie posiadał najwyraźniej przeznaczy na łuk... O ile w ogóle ów Snerik takowe
posiadał. W drodze chłopak zastanawiał się skąd to imię, raczej nietypowe...
Może jego rodzina kiedyś mieszkała na odległych ziemiach gdzie imiona różniły
się od tych które można było tu spotkać i postanowiła trzymać się tradycji? Cóż,
raczej pytać się o to nie będzie, owa wiedza na nic mu nie była przydatna... Południe
nie było najlepszą porą na spacery, to musiał przyznać... Słońce jeszcze
potrafiło przyprawić o ból głowy... Mimo wszytko w końcu odnalazł małą i
zapuszczoną chatę, w której to drzwi zapukał, zastanawiając się czy ktoś tu w
ogóle mieszka. Choć trzeba było przyznać iż konstrukcja wyglądała na solidną,
nieprzemyślaną i robioną byle była, ale solidną, dostrzegł nawet kilka całkiem
niezłej roboty ornamentów, a raczej ich zaczątków. Z rozmyślań na temat
domostwa wyrwał go jęk otwieranych drzwi oraz twarz chudego mężczyzny liczącego
na oko z 30 lat. Ten zaś otaksował Alantara wzrokiem i rzucił z nutką gniewu w
głosie:
- Czego? -
Trzeba przyznać, głos miał naprawdę niemiły dla ucha i Al ledwo się powstrzymał
przed wzdrygnięciem.
- Pan
Snerik? Szukam kogoś od kogo można by kupić łuk nadający się do polowania. -
- Taki młody
a już chcesz się narażać? - Tym razem mężczyzna spojrzał na Alantara jeszcze
raz, tym razem uważniej się przyglądając. Ocena chyba nie wypadła tak źle gdyż
cofnął się do środka i wskazał Alowi drogę, prosto w głąb swego niewielkiego
domostwa. Chłopak nie czekał dłużej, wszedł szybko, Snerik zamknął za nim drzwi
i poprowadził do pomieszczenia które zajmowało chyba większość domu. Oczom
chłopaka ukazało się mnóstwo najróżniejszych wyrobów z drewna, od misek,
drewnianych mieczy, po misterne rzeźby. Po chwili dostrzegł również całe cztery
sztuki szukanej przez niego broni. Wszystkie wykonane w tym samym stylu, długie
łuki bez refleksów. Alantar podszedł aby je obejrzeć. Snerik zaś znalazł się
tuż za nim jakby jedynie pilnując.
- Który ma
największy naciąg? Jeśli jest możliwość chciałbym wypróbować je wszystkie... -
- Spokojnie
chłopcze... Najpierw sprawdź czy Ciebie na którykolwiek stać. Ile to masz? -
- Jak mi się
któryś spodoba to dam dziewięć złotników... Plus dwa za kilka prostych strzał.
-Tymi słowami widocznie wprawił drobnego rzemieślnika w osłupienie. W końcu,
owszem, łuk nie było łatwo zrobić, lecz żeby od razu dawać dziewięć złotników?
Mężczyzna bez słowa wynalazł cięciwy do swoich łuków i zabrał wszystkie z sobą,
wraz z pięcioma strzałami, po czym zaprowadził Alantara na tyły gdzie na jednym
z drzew można było znaleźć wysłużoną słomianą tarczę. Następnie Al po kolei
sprawdził wyroby Snerika, ostatecznie nie wybierając tego o największej sile,
można by rzec iż ten był trzeci co do naciągu, za to Al momentalnie go wyczuł,
co aktualnie było bardziej ważne od siły naciągu... Zadowolony z zakupu zdjął z
łuku cięciwę, swe ostatnie oszczędności pozostawił w rękach ucieszonego Snerika,
i wraz z nie pięcioma, a aż ośmioma nowymi strzałami, jak i łukiem wraz z
cięciwą, ruszył w drogę powrotną...
Zjadasz przecinki ;)
OdpowiedzUsuńOgólnie mi się podoba, parę literówek, przecinki, ale całość daje radę.
OdpowiedzUsuńCóż, jeśli chodzi o przecinki, raczej trudno mi będzie się poprawić, znam jedynie ogólne podstawy interpunkcji, plus wstawiam tam gdzie wydaje mi się że są potrzebne (tak, żałuję że jak miałem to w szkole to nie uważałem na lekcjach ;) )
OdpowiedzUsuń