Ave, dawno nic nie pisałem, brak weny, wolnego czasu, nieco brak chęci, nikt nic nie komentuje, nawet nie wiem ile osób tak naprawdę czyta moje wypociny... Pisane w częściach, choć lwią część napisałem dzisiejszej nocy. Może teraz będę częściej coś wrzucał, zobaczę... Przynajmniej dużo tekstu tym razem :D Miłego czytania ;)
Jego sen nie
był przyjemny... Najpierw zobaczył Ją... Uśmiechającą się smutnie w jego
stronę, zostawiając na ustach pocałunek którego nie mógł zapomnieć by zaraz
zniknąć, odejść w mgle która zaprowadziła go do sali tortur, całej spowitej
krwią, szumu liści na polanie powoli zmieniającej się w morze krwi, ilu on już
zabił? Jeszcze wiosną uczył się walczyć pod okiem Darena, "bawił się"
wraz z swoimi znajomymi, nie zwracał uwagi na słowa matki i ojca. Mimo tego iż
żył w Cesarstwie, nie miał złego życia... A teraz? Widział przed oczami twarze
ludzi których zabił. Wokół niego zapanowała ciemność, gęsta czarna mgła spowiła
cały otaczający go świat, słyszał szepty, czyje? Rozglądał się uważnie, w
każdej chwili gotowy skoczyć. Kiedy to weszło mu w nawyk? Mimo strachu
pozostawał spokojny, skupiony, czekał na atak jakby robił to całe życie, jak
wiele się zmieniło od wiosny... Z mało znaczącego chłopaka który nie wyróżniał
się specjalnie od reszty młodzieży "walczącej" z zasadami Cesarstwa,
stał się wyrzutkiem, wiecznie ściganym magiem, zabójcą. Zyskał niewyobrażalną
wcześniej siłę, ale za jaką cenę? Chyba każdy kogo znał chciał kiedyś zostać
magiem, on sam też, ale to były jedynie marzenia które miały się nie spełnić,
ulotne chwile zapomnienia kiedy nie zwracało się uwagi na konsekwencje... Przez
magię stracił dziewczynę w której się zakochał, stracił dom, rodzinę,
poprzednie życie, to przez nią musiał teraz uciekać i prosić o pomoc kobietę
której nie znał, wiedząc jak to się może dla niej skończyć... Mgła powoli
zaczęła przyjmować kształty człowieka który coś mówił, lecz Alantar nie był w
stanie dosłyszeć co takiego wypowiedziało widmo, które w następnej chwili
zniknęło rozpływając się. Wraz z nim zniknęła mgła i pozostała tylko ciemność,
w której pojawił się szum liści, odgłos łamanej gałęzi, pohukiwanie sowy...
Chłopak otworzył oczy i rozejrzał się. Przypomniał sobie gdzie jest, znów
usłyszał sowę, gdzieś tam, za ścianami domu gdzie niepodzielną władzę dzierżyła
noc... Mrugnął kilka razy, po czym znów zamknął oczy, próbując zasnąć, co też
po pewnym czasie udało mu się...
Wspomnienia które nie umierają...
Alantar ziewnął i przeciągnął się przechodząc przez wrota prowadzące poza rodzinną mieścinę, Lynth i uśmiechnął pod nosem. Nie miał dzisiaj niczego konkretnego do zrobienia więc ruszył udeptaną ścieżką prowadzącą do lasu, gdzie zamierzał popływać w pobliskim jeziorze, a może bardziej jeziorku... Uśmiech tym bardziej nie schodził mu gdy słyszał brzęk sakiewki która dzięki kilku ostatnim ciężkim dniom stała się prawie pełna. Od kilku dni słońce miło grzało, a dzięki wieczornemu deszczowi, droga teraz nie pyliła się. Chłopak szybko dotarł do swojego celu i radośnie zaczął rozkoszować się swym czasem wolnym. Woda była trochę za zimna, ale po kilku chwilach nie było to problemem, toteż Alantar wyruszył w drogę powrotną dopiero trochę przed południem, spokojnym krokiem kierując się przez leśne zastępy w stronę drogi. Już po wyjściu z lasu usłyszał za sobą konia w lekkim kłusie i odwrócił się zaciekawiony. Spodziewał się jakiegoś posłańca, tropiciela, bądź innego żołdaka Cesarstwa, a zobaczył dziewczynę w białej sukni, a może sukience? Z tej odległości nie mógł stwierdzić. O dziwo kary koń którego dosiadała po kilku chwilach nie minął go, a zatrzymał się obok, zaś Alantar mógł uważniej przyjrzeć sie dziewczynie, co skwitował z uśmiechem... W końcu jego oczom ukazała się naprawdę ładna dziewczyna, drobna, zgrabna i jak na swój wiek, całkiem kobieca, a nie mogła być od niego starsza więcej jak dwa lata, co dawało maksymalnie osiemnaście wiosen... Znów uśmiechnął się, tym razem wyraźniej w stronę dziewczyny, a nie sam do siebie.
Wspomnienia które nie umierają...
Alantar ziewnął i przeciągnął się przechodząc przez wrota prowadzące poza rodzinną mieścinę, Lynth i uśmiechnął pod nosem. Nie miał dzisiaj niczego konkretnego do zrobienia więc ruszył udeptaną ścieżką prowadzącą do lasu, gdzie zamierzał popływać w pobliskim jeziorze, a może bardziej jeziorku... Uśmiech tym bardziej nie schodził mu gdy słyszał brzęk sakiewki która dzięki kilku ostatnim ciężkim dniom stała się prawie pełna. Od kilku dni słońce miło grzało, a dzięki wieczornemu deszczowi, droga teraz nie pyliła się. Chłopak szybko dotarł do swojego celu i radośnie zaczął rozkoszować się swym czasem wolnym. Woda była trochę za zimna, ale po kilku chwilach nie było to problemem, toteż Alantar wyruszył w drogę powrotną dopiero trochę przed południem, spokojnym krokiem kierując się przez leśne zastępy w stronę drogi. Już po wyjściu z lasu usłyszał za sobą konia w lekkim kłusie i odwrócił się zaciekawiony. Spodziewał się jakiegoś posłańca, tropiciela, bądź innego żołdaka Cesarstwa, a zobaczył dziewczynę w białej sukni, a może sukience? Z tej odległości nie mógł stwierdzić. O dziwo kary koń którego dosiadała po kilku chwilach nie minął go, a zatrzymał się obok, zaś Alantar mógł uważniej przyjrzeć sie dziewczynie, co skwitował z uśmiechem... W końcu jego oczom ukazała się naprawdę ładna dziewczyna, drobna, zgrabna i jak na swój wiek, całkiem kobieca, a nie mogła być od niego starsza więcej jak dwa lata, co dawało maksymalnie osiemnaście wiosen... Znów uśmiechnął się, tym razem wyraźniej w stronę dziewczyny, a nie sam do siebie.
- Całkiem
ładne zwierzę... - Odchrząknął i wskazał palcem karego.
-
Dziękuję... Mieszkasz może tutaj? - Tym razem to dziewczyna wskazała palcem, na
szczęście nie konika, a bramę miasteczka do którego właśnie zmierzał Alantar.
- A gdzie indziej mógł bym mieszkać? W okolicy
nie ma żadnych wsi, chyba że chce się jechać trochę ponad pół dnia. - Posłał w
jej stronę kolejny uśmiech.
- Aż tak
długo? - Mina dziewczyny lekko skwaśniała, chyba nie spodziewała się takiego
obrotu sprawy, ale cóż, skąd on mógł by wiedzieć czego ona chce?
- W takim
razie... Anastasia, miło mi poznać - Skłoniła lekko głowę w jego stronę
- Alantar,
cała przyjemność po mojej stronie - On za to pochylił się w lekkim ukłonie
- Wiem że
nie wypada, ale mam do Ciebie prośbę, chciałam dowiedzieć się gdzie leży
najbliższa wioska i tam zostać na kilka dni, ale skoro trzeba tam tyle jechać,
muszę zawitać tutaj... Mógłbyś przedstawić mnie jako swoją kuzynkę? -
Uśmiechnęła się z zakłopotaniem w jego stronę, zaś on jak nigdy nie odwzajemnił
uśmiechu, tylko spojrzał na nią z zdziwieniem. Na szczęście szybko się opanował i radosny wyraz powrócił na jego
twarz... Zaśmiał się cicho...
- Jeśli
pozwolisz ukraść się na dzisiejszy wieczór, czemu nie? - Znów obudziła się w
nim ta łobuzerska krew... A zwykle miał takie problemy z rozmową z
dziewczynami. Cóż, tym razem to nie on musiał zaczynać rozmowę...
- Z
chęcią... Nie była bym sobą gdybym powiedziała nie. - Uśmiechnęła się, tym
razem już normalnie i trzeba przyznać że był to piękny widok.
- W takim
razie w drogę. - Alantar klepnął karego lekko po zadzie i ten ruszył powoli
dotrzymując kroku chłopakowi.
- Masz gdzie
się zatrzymać? Z tego co rozumiem to nie... Przy okazji pokażę ci gdzie można
tanio się przespać, a przy okazji przyzwoicie zajmą się konikiem. - Po kilku
sekundach niezręcznej ciszy, dziewczyna odpowiedziała:
- Dobrze
rozumiesz. Jak najtaniej poproszę, nie mam dużo oszczędności. -
- Jak
każdy... Jeśli można, co Ciebie tutaj sprowadza? Pierwszy raz Cebie tutaj
widzę. -
- Po prostu
szukam miejsca gdzie mogłabym zatrzymać się na trochę, z dala od większych
miast. - Odpowiedziała wymijająco, toteż Alantar zamilkł na chwilę, aż do
momentu kiedy jeden z Strażników nie zatrzymał ich.
- Wracasz
nicponiu? Kogo przyprowadziłeś? - Strażnik otaksował wzrokiem dziewczynę.
- Moja
kuzynka, taka niezapowiedziana wizyta, więc nie miała za bardzo jak kogokolwiek
uprzedzić, ale na szczęście trafiliśmy na siebie na drodze. - Przerwał na
chwilę odgarniając niesforne kosmyki.
- Eh, wchodź
Alantar, nie zwracaj mi głowy... - Odpowiedział strażnik z skwaszoną miną. Ile
razy by nie karać chłopaka, ten dalej miał w sobie tą beznadziejną brawurę, tym
bardziej nie miał najmniejszej ochoty sprawdzać czy mówi prawdę, to mogło
spowodować tylko jeszcze więcej kłopotów, a tego przecież nie chciał. Alantar
zaś z uśmiechem na ustach złapał lejce karego i poprowadził go początkowo w stronę
rodzinnego domu by zaraz skręcić do jego ulubionej karczmy... Sama droga
upłynęła w ciszy którą przerwał dopiero przed drzwiami oberży.
- Jesteśmy
na miejscu, karczma "Morska Przystań" wita. - Sama nazwa była raczej
mało adekwatna, do morza mieli cały szmat drogi , a Alantar nie był nawet
pewien czy sam właściciel kiedykolwiek je widział...
- Przyjemna
nazwa... Dziękuję za pomoc. - Uśmiechnęła się lekko i zgrabnie zeskoczyła z
konika. Alantar zaś wszedł do środka i już
po chwili wyłonił się z powrotem by zaprowadzić do mieszczącej się za
właściwym budynkiem, niewielkiej ale zadbanej stajni. Chłopak szybko
rozporządził wierzchowca, opowiadając Anastasi o swoim mieście. W momencie gdy
weszli do karczmy, uśmiech Alantara stał się jeszcze większy... Te niezliczone
godziny jakie tu spędził były jednymi z lepszych wspomnień...
- Chcesz coś
zjeść? Tutejszy kucharz naprawdę świetnie przyrządza kurczaka... - Po raz kolejny
uśmiechnął się do niej, tym razem z wzajemnością, choć w uśmiechu dziewczyny
można było dostrzec nutkę niepewności.
- Jak bym
mogła sobie pozwolić na takie wydatki to z chęcią zjadła bym coś takiego, ale
naprawdę muszę oszczędzać...
- W tym
momencie to nie problem... - Z tymi słowy ruszył do karczmarza, gdzie zamówił
wcześniej wspomnianego kurczaka, oraz kilka innych rzeczy... Z początku wspólna
rozmowa nie szła za dobrze, dziewczyna unikała opowiadania czegokolwiek o sobie
i dopiero w połowie posiłku udało się Alatarowi przekonać ją do siebie, przez
co dalsza część "biesiady" minęła w miłej atmosferze. Chłopak
dowiedział się że Anastasia nie wie jak długo zamierza zostać w Lynth, ani nie
wie co tu będzie robić, jeśli miała by zostać dłużej niż kilka dni. Po posiłku
udali się na małą przechadzkę po miasteczku, dzięki czemu dziewczyna mogła
lepiej poznać miasto, zaś Alantar dłużej nacieszyć się z towarzystwa
nowopoznanej piękności... Rozstali się dopiero kiedy Anastasia zrobiła się
senna i postanowiła odpocząć po wyprawie. I tak oto o całkiem późnej porze
chłopak samotnie przemykał uliczkami miasta, jednak nie jak można by się spodziewać,
rodzinnego domostwa, a wręcz w
przeciwnym kierunku, do domu swego mentora Garathasa. Ten już nieco
starszy mężczyzna nauczył go bardzo wiele, może nawet więcej niż jego własny
ojciec... Tyle że o ile ojciec uczył Alantara zasad kupiectwa, wszelakiej
etykiety, praw, geografii, to Garathas uczył chłopaka jak władać bronią,
skradać się, jak przeżyć w lesie, górach... A w Cesarstwie wiedza ta niestety
nie byłą powszechnie dostępna. Walki uczono dopiero po zaciągnięciu do wojska, bądź
straży. Oczywiście wielu owe zakazy łamało, jednak mało kto miał takiego
nauczyciela. Chłopak miał szczęście że Garathas zobaczył w nim coś co skłoniło
go do przekazania swojej wiedzy. I tak oto już w piwnicy wojownika po raz
kolejny zmierzyli się z sobą. Walczyli stępioną, ale prawdziwą bronią, o której
pochodzenie Alantar wolał się nie pytać, w końcu prócz straży, wojska i
niekiedy najemników, nikt oręża nie posiadał, albo się do tego nie przyznawał.
Wymienili między sobą kilka ciosów, tak na rozgrzewkę, a potem zaczęli... Po
dwóch godzinach Alantar zdyszany i poobijany zmierzał w stronę rodzinnego
domostwa. Miał za sobą dzień pełen wrażeń, co sprawiło iż mimo znużenia,
uśmiechnął się szeroko. Już w domu opadł na łóżko i zasnął... Rano jak zwykle
zszedł na śniadanie, przywitał się z wszystkimi, zjadł i wyszedł. Nie miał
obowiązków w domu, zaś Haroll, tutejszy drwal u którego pracował Alantar nie
lubił kiedy ten spóźniał się. Alantar zawsze się temu dziwił gdyż Haroll płacił
mu od wykonanej roboty, nie zaś ile ją robił, toteż gdy tylko zrobił swoją
dzienną działkę, mógł robić co chce. Niekiedy bywało że kończył przed południe,
a niekiedy pracował do późnej nocy, jednak sama praca chłopakowi się podobała,
drwal nie był specjalnie skąpy i płacił uczciwie, a co ważniejsze dla Alantara,
cały czas pracował nad swoimi mięśniami. Mimo tego na pierwszy rzut oka trudno
było by powiedzieć iż jest dobrze zbudowany, szczupły, raczej nie wysoki,
dopiero po zdjęciu koszuli można było dostrzec rzeźbę której wielu jego
rówieśników mu zazdrościło. Rytmiczny stuk topora o pieniek, poezja dla uszu
która pozwalała chłopakowi zatopić się w własnych myślach. Gdy skończył układać
stos porąbanych drewek, najprawdopodobniej na opał dla kogoś kto był na tyle
leniwy że wolał zapłacić więcej za porąbanie drewna, co przecież mógł zrobić
sam... Czasami wydawało się że jednak są w Cesarstwie ludzie którzy mają za
dużo pieniędzy... Tak, gdy skończył słońce powoli chowało się za koroną drzew.
Chłopak pożegnał się z drwalem i ruszył do karczmy. Tak jak to miał w
zwyczaju... Niektórzy by powiedzieli iż jest trochę za młody, jednak jak na
razie wszyscy którzy tak twierdzili, szybko swe zdanie zmieniali... Już po
przekroczeniu drzwi, na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech. Dostrzegł
przyjaciół siedzących przy jednym z stołów, już lekko podchmielonych.
- Witajcie!
- Zakrzyknął i przysiadł się obok. Sama
grupa nie była duża, składała się z pięciu osób razem z Alantarem. Usiadł obok
Uliego który był z nich najmłodszy, za to największy, o głowę wyższy od
Alantara, dalej, po drugiej stronie przytuleni do siebie Mira i Leen, prawie
nierozłączna para kochanków. To byli jego najlepsi przyjaciele, to na nich mógł
liczyć gdy potrzebował pomocy i to właśnie dla nich był w stanie zrobić prawie
wszystko.
- Co tam
słychać Al? - Zagadnął Uli, uśmiechając się szeroko i wciskając Alantarowi
kufel pełen jakże podłego piwa.
- Nie
uwierzysz kogo wczoraj poznałem... - Chłopak rozejrzał się po komnacie,
przysunął się bliżej przyjaciela i dyskretnie wskazał na Anastasię, która
siedziała sama jedząc coś.
- Widzisz tą
ślicznotkę? - Pociągnął porządnie z kufla, opróżniając go praktycznie do
połowy.
- Ah...
Wracając do tematu... Idę sobie drogą z
lasu, a tu nagle podjeżdża ta dziewczyna. No i się mnie pyta gdzie jest
najbliższa wioska, no i jak usłyszała odpowiedź to postanowiła jedna tutaj się
zatrzymać, pomogłem jej wejść bez pytań do miasta - Zaśmiał się cicho.
- I tak do
wieczora rozmawialiśmy sobie, nawet co nieco zjedliśmy razem, mówię ci... Jak
spróbujesz do niej podejść to będę musiał ciebie obić. - Uśmiechnął się
radośnie od ucha do ucha.
- Cud, miód,
normalnie... Anastasia się zwie... - Na tym zakończył. Uli zaśmiał się głośno,
pociągnął kolejny łyk piwa i odpowiedział.
- Wierzę na
słowo... Anastasia powiadasz? Ładnie... - Przerwał dostawszy kuksańca od
Alantara, co obaj skwitowali śmiechem.
- Z czego
tak się śmiejecie? - Zapytał Leen, chyba skończywszy rozmowę z Mirą.
- Ah, nic,
opowiadałem Uliemu o tej dziewczynie. - Chłopak znów wskazał Anastasię, tym
razem mniej dyskretnie...
- Co znasz
ją? - Zapytał Leen
- Ja jej na
pewno nie znam... Nie jest stąd? - Odezwała się Mira
- Tak znam,
i tak nie pochodzi z tego miasta... - Al znów się uśmiechnął.
- A teraz
wybaczcie, idę rozwijać znajomość - Puścił oczko do nich, dopił duszkiem
zawartość kufla i odszedł, by zaraz przysiąść się do Anastasi.
- Jeśli
można, przysiądę się - Nie czekając usiadł i uśmiechnął się.
- Witam
Anastasio. Jak się podoba Lynth? - Dziewczyna przez chwilę nie odpowiadała,
lekko zdziwiona, czy to pytaniem, czy to ponownym spotkaniem chłopaka.
- Witaj, już
mówiłam, nie najgorzej... Nie sądziłam że ciebie jeszcze spotkam... -
- Cóż, to
moja ulubiona karczma, toteż trudno było by się nie spotkać... - Znów posłał
jej promienny uśmiech.
- Chyba
muszę przyznać rację. - Odpowiedziała i wzięła kęs uda kurczaka które najwyraźniej
było jej kolacją. Cóż, chłopak musiał przyznać iż nie była szczególnie rozmowna...
- Masz na
dzisiejszy wieczór jakieś plany? Z chęcią pokazał bym Tobie resztę miasta. -
Jak mawiał mędrzec, każda wymówka nie jest zła, czy jakoś tak... W każdym bądź
razie dziewczyna przez chwilę zastanawiała się w ciszy...
- Jeśli się
tobie chce... Daj mi proszę tylko dokończyć jedzenie. - Uśmiechnęła się do
niego lekko, prawie niezauważalnie.
-
Oczywiście. - Uśmiechnął się. Cóż, udało mu się... Długo jej to nie zajęło i
już kilka chwil później chłopak znów oprowadzał ją po mieście. Widać było że w
miarę upływu czasu, Anastasia coraz bardziej przekonywała się do Alantara, mimo
iż jak zauważył, nie było jej to na rękę... I tego w niej nie rozumiał... Przez
następne kilka dni widywali się coraz częściej, chłopak nawet zapoznał ją z
swymi przyjaciółmi. Anastasia postanowiła zostać w mieście na dłużej, i z
pomocą Alantara znalazła nawet pracę u miejscowej aptekarki. Powoli zaczynała
otwierać się przed chłopakiem, opowiadać co nieco o swojej historii, o samej
sobie, zaczynała coraz więcej czasu spędzać z Alantarem i jego przyjaciółmi
którzy przyjęli ją całkiem ciepło...
Ah, czyli
tak to się zaczęło?
Minął
miesiąc odkąd poznał Anastasię, był ciepły letni wieczór, a on leżał beztrosko
na trawie poza miastem, zaś obok niego opierając głowę na jego ramieniu leżała
Anastasia... Miesiąc temu nie przypuszczał że przydarzy mu się taka historia...
Choć też trzeba mu było przyznać iż zajęło mu to całkiem sporo czasu. Spojrzał
na nią, uśmiechnął się, zaś ona odwzajemniła ten uśmiech, zbliżyła się aż
poczuł jej oddech.
- Co tam
przed chwilą wyszeptałeś? - Zapytała ledwie dosłyszalnym szeptem, uśmiechając
się leciutko. Chłopak spojrzał jej w oczy, ich usta praktycznie się stykały...
- Zakochałem
się... - Szepnął
- Kocham
ciebie... - Tyle zdążył powiedzieć, dziewczyna pocałowała go, a on odwzajemnił
pocałunek. Znowu przebiegł go ten dreszcz który towarzyszył każdemu dotknięciu
jej skóry, a zarazem poczuł jeszcze coś... To nie był pierwszy raz jak całował
się z dziewczyną, lecz jeszcze ani razu nie czuł się tak jak teraz, nie
wiedział nawet jak by to opisać... Gdy przerwali zamrugał, po czym znów ją
pocałował... Już po rozstaniu nie mógł pozbyć sie tego wrażenia. Wrażenia które
nie dawało mu spokoju. Tej nocy nie spał, rozmyślając o nowej miłości... Tak się jeszcze nie
czuł... Kolejne dni były jednymi z najszczęśliwszych w jego życiu, przynajmniej
takie miał wrażenie. Dopóki do Lynth nie zawitał Cesarski śledczy, o ile można
tak było powiedzieć o tych bezwzględnych kreaturach które ścigały co
groźniejszych buntowników i im podobnych. To właśnie z jego powodu karczma
"Morska Przystań" została nawiedzona przez patrol straży który nie
miał zamiaru nic wypić, za to wypytywał o Anastasię. Bramy miasta zostały
zamknięte, a wyjście było możliwe jedynie po rewizji... Nagle Anastasia stała
się co najmniej banitką. Co prawda dzięki chłopakowi jak na razie straż jej nie
znalazła, jednak już wiedzieli kto ją znał, czy w jakich relacjach byli, w
końcu nie ukrywali tego... Jak na razie Alantar próbował dowiedzieć się o co
chodzi... A najprościej było niestety, spytać się Anastasi, na co wcześniej,
zajęty jej ukrywaniem nie miał czasu, lecz teraz gdy już zdążył nieco ochłonąć,
pytania same cisnęły się na usta. A gdy już chciał zadać jedno z nich,
Anastasia z łzami zaczęła mówić...
-
Przepraszam Al... Naprawdę przepraszam... Nie powinnam tobie tego robić... Nie
powinniśmy zajść tak daleko... Wiedziałam że to tak się skończy... - Rozpłakała
się. Alantar przytulił ją. Nie był w stanie być na nią zły... Pocałował ją w
policzek...
- Już dobrze...
Nic się nie stało... -
-
Przepraszam... Nie chciałam... Sama się tym zajmę dobrze? Nie chcę aby ci się
coś stało... - Dalej płakała, jednak teraz próbowała wyswobodzić się z objęć
Alantara.
- Nie oddasz
się w ich ręce... Rozumiesz to? - Przerwał na chwilę
- Już i tak
jest za późno... Wolę abyś chociaż ty uciekła... Ja sobie poradzę... -
Uśmiechnął się. Wiedział że to nie prawda, jeśli nawet uda mu się przemycić
Anastasię, sam już raczej nagonce nie ucieknie, a kogoś muszą przecież złapać...
Jednak było już za późno... Al nie zamierzał zmieniać zdania... Przez następne
kilka godzin, aż do wieczoru obmyślał plan, nie słuchając sprzeciwów ukochanej.
Nie miał dużo czasu... Mimo tego zdobył dla niej konia, trochę prowiantu, ubrań, zaś dla siebie
ostrze, oraz oliwę... Gdy noc spowiła miasto swoim całunem, niczym latarnia
morska wśród sztormu rozbłysnął jeden z posterunków straży... Nie było to tak
trudne, nikt nie spodziewał się że ktoś będzie na tyle odważny... Chwilę
później znalazł się przy południowej bramie gdzie wyszedł na spotkanie czterem
strażnikom. Uśmiechnął się, zamłócił w powietrzu ostrzem i powoli ruszył w ich
stronę.
- Jorn,
biegnij powiedzieć że jest tutaj Alantar! Ona musi być niedaleko! - Rzucił
jeden z nich, najwyraźniej dowódca. Jorn, którego chłopak znał z widzenia
szybko odłączył sie, najwyraźniej wykonując rozkaz...
- Myślisz że
sam nas pokonasz? Nie bądź śmieszny chłopcze... -
- Chcesz się
założyć że jeszcze wyjdę tą bramą? - Odpowiedział Alantar i sięgnął za pas by w
następnej sekundzie rzucić wyciągniętym sztyletem w jednego z wartowników...
Gdyby to jeszcze byli żołnierze... Niestety dla nich nie byli nimi, przez co
jeden legł na ziemię z wbitym w pierś sztyletem, zaś pozostała dwójka rzuciła
się na Alantara. Zaczęła się prawdziwa walka... Mimo przewagi liczebnej, żaden
nie potrafił trafić chłopaka, choć nie dawali mu szansy na kontratak. Tak
przynajmniej im się wydawało... Alantar chciał zwabić tutaj całą obławę...
Garathas obiecał mu że zachodnią bramą którą miała uciec Anastasia zajmie się osobiście...
Dzięki pożarowi oraz ogólnemu zamieszaniu łątwo będzie ich podmienić, a Sigmund
i Elenor, dwójka strażników miała u niego dług, toteż musieli na to przystać...
To dawało Anastasii co najmniej dzień przewagi... Po kilku minutach walki obaj
strażnicy byli już nieźle spoceni, dyszeli ciężko... Nie było po co przedłużać
tego... Al skoczył do przodu, pozwolił klindze przeciwnika ześlizgnąć gdy
chwytał jego ramię, by w następnej chwili dotknąć szyi przeciwnika ostrzem tuż
przy jelcu, idąc z pędem długie cięcie zostawiło głowę która trzymała się
jedynie na połowie szyi. Drugi strażnik zdążył się obrócić, jednak gdy tylko
zablokował nadlatujące ostrze, nie był w stanie zablokować stopy Alantara która
wyrżnęła go prosto pod nos. W następnej chwili Al przeszył ostrzem jego klatkę
piersiową... Garathas wyszkolił go aż za dobrze... Chłopak wyciągnął sztylet z
pierwszego strażnika po czym szybko zaczął otwierać bramę. Wybrał akurat tą gdyż zawsze trzymano tutaj
przynajmniej jednego konia, którego teraz chłopak pogonił . Gdy zwierzę znikło
w ciemnościach, odwrócił się i podszedł do trupów. I właśnie w tym momencie
zobaczył nadbiegających ludzi, co najmniej kilku łuczników którzy napinali swe
łuki w biegu oraz samego sprawcę zamieszania... Nie wiedział że już niedługo
ten zginie. Na razie był przekonany o swojej własnej śmierci. Rzucił miecz oraz
sztylet na ziemię, uklęknął uśmiechając się.
- Za
późno... Już jej nie złapiesz... - Zwrócił się do Cesarskiego. Straż okrążyła
go, usłyszał świst i poczuł uderzenie w tył głowy. Potem była tylko ciemność...
Pisz, pisz,pisz- poki cokolwiek maszdo napisania rób to!
OdpowiedzUsuńTylko zanim opublikujesz – przeczytaj chociaż raz a najlepiej 2-3 razy, najlepiej znajdz kogos kto zrobi korektę, poprawi błędy językowe, ortografy, itp.
Nie użīwaj „iż” - to dość archaiczne i nienaturalne, „że” jest zdecydowanie lepsze :)
No i duuuuużó czytaj, żeby wyrobić styl i język.
Widać, że masz sporo do opowiedzenia ale forma jest jeszcze słaba -ciężko się czyta.
pozdrawiam serdecznie i czekam na następne kawałki :)
Raczej w mojej okolicy trudno znaleźć kogoś komu chciało by się poprawiać czyjeś teksty, tym bardziej że błędów specjalnie dużo nie ma, najczęściej to literówki :P (Tak mi się wydaje)
UsuńCo do "iż" wiem że ta forma jest archaiczna, ale bywa, niekiedy pasuje mi bardziej od "że" :)
Co do stylu... Dzięki za szczerą opinię, postaram się w miarę możliwości poprawić, choć z czytaniem książek w tym momencie jest raczej problem, kiedyś miałem do tego głowę i czytałem dużo, teraz niestety ale tylko okazjonalnie i nie bardzo jak mam to zmienić, doszło mi w ciągu tych lat trochę obowiązków. Styl jak widać mi się nieco zmienia, raz jest lepiej, raz gorzej, a to iż pisuję bardzo nieregularnie raczej nie pomaga ;)
Pozdrawiam,
Manastor