czwartek, 26 grudnia 2013

Wspomnienia

Ave, dawno nic nie pisałem, brak weny, wolnego czasu, nieco brak chęci, nikt nic nie komentuje, nawet nie wiem ile osób tak naprawdę czyta moje wypociny... Pisane w częściach, choć lwią część napisałem dzisiejszej nocy. Może teraz będę częściej coś wrzucał, zobaczę... Przynajmniej dużo tekstu tym razem :D Miłego czytania ;) 






Jego sen nie był przyjemny... Najpierw zobaczył Ją... Uśmiechającą się smutnie w jego stronę, zostawiając na ustach pocałunek którego nie mógł zapomnieć by zaraz zniknąć, odejść w mgle która zaprowadziła go do sali tortur, całej spowitej krwią, szumu liści na polanie powoli zmieniającej się w morze krwi, ilu on już zabił? Jeszcze wiosną uczył się walczyć pod okiem Darena, "bawił się" wraz z swoimi znajomymi, nie zwracał uwagi na słowa matki i ojca. Mimo tego iż żył w Cesarstwie, nie miał złego życia... A teraz? Widział przed oczami twarze ludzi których zabił. Wokół niego zapanowała ciemność, gęsta czarna mgła spowiła cały otaczający go świat, słyszał szepty, czyje? Rozglądał się uważnie, w każdej chwili gotowy skoczyć. Kiedy to weszło mu w nawyk? Mimo strachu pozostawał spokojny, skupiony, czekał na atak jakby robił to całe życie, jak wiele się zmieniło od wiosny... Z mało znaczącego chłopaka który nie wyróżniał się specjalnie od reszty młodzieży "walczącej" z zasadami Cesarstwa, stał się wyrzutkiem, wiecznie ściganym magiem, zabójcą. Zyskał niewyobrażalną wcześniej siłę, ale za jaką cenę? Chyba każdy kogo znał chciał kiedyś zostać magiem, on sam też, ale to były jedynie marzenia które miały się nie spełnić, ulotne chwile zapomnienia kiedy nie zwracało się uwagi na konsekwencje... Przez magię stracił dziewczynę w której się zakochał, stracił dom, rodzinę, poprzednie życie, to przez nią musiał teraz uciekać i prosić o pomoc kobietę której nie znał, wiedząc jak to się może dla niej skończyć... Mgła powoli zaczęła przyjmować kształty człowieka który coś mówił, lecz Alantar nie był w stanie dosłyszeć co takiego wypowiedziało widmo, które w następnej chwili zniknęło rozpływając się. Wraz z nim zniknęła mgła i pozostała tylko ciemność, w której pojawił się szum liści, odgłos łamanej gałęzi, pohukiwanie sowy... Chłopak otworzył oczy i rozejrzał się. Przypomniał sobie gdzie jest, znów usłyszał sowę, gdzieś tam, za ścianami domu gdzie niepodzielną władzę dzierżyła noc... Mrugnął kilka razy, po czym znów zamknął oczy, próbując zasnąć, co też po pewnym czasie udało mu się...

Wspomnienia które nie umierają...

Alantar ziewnął i przeciągnął się przechodząc przez wrota prowadzące poza rodzinną mieścinę, Lynth i uśmiechnął pod nosem. Nie miał dzisiaj niczego konkretnego do zrobienia więc ruszył udeptaną ścieżką prowadzącą do lasu, gdzie zamierzał popływać w pobliskim jeziorze, a może bardziej jeziorku... Uśmiech tym bardziej nie schodził mu gdy słyszał brzęk sakiewki która dzięki kilku ostatnim ciężkim dniom stała się prawie pełna. Od kilku dni słońce miło grzało, a dzięki wieczornemu deszczowi, droga teraz nie pyliła się. Chłopak szybko dotarł do swojego celu i radośnie zaczął rozkoszować się swym czasem wolnym. Woda była trochę za zimna, ale po kilku chwilach nie było to problemem, toteż Alantar wyruszył w drogę powrotną dopiero trochę przed południem, spokojnym krokiem kierując się przez leśne zastępy w stronę drogi. Już po wyjściu z lasu usłyszał za sobą konia w lekkim kłusie i odwrócił się zaciekawiony. Spodziewał się jakiegoś posłańca, tropiciela, bądź innego żołdaka Cesarstwa, a zobaczył dziewczynę w białej sukni, a może sukience? Z tej odległości nie mógł stwierdzić. O dziwo kary koń którego dosiadała po kilku chwilach nie minął go, a zatrzymał się obok, zaś Alantar mógł uważniej przyjrzeć sie dziewczynie, co skwitował z uśmiechem... W końcu jego oczom ukazała się naprawdę ładna dziewczyna, drobna, zgrabna i jak na swój wiek, całkiem kobieca, a nie mogła być od niego starsza więcej jak dwa lata, co dawało maksymalnie osiemnaście wiosen... Znów uśmiechnął się, tym razem wyraźniej w stronę dziewczyny, a nie sam do siebie.
- Całkiem ładne zwierzę... - Odchrząknął i wskazał palcem karego.
- Dziękuję... Mieszkasz może tutaj? - Tym razem to dziewczyna wskazała palcem, na szczęście nie konika, a bramę miasteczka do którego właśnie zmierzał Alantar.
-  A gdzie indziej mógł bym mieszkać? W okolicy nie ma żadnych wsi, chyba że chce się jechać trochę ponad pół dnia. - Posłał w jej stronę kolejny uśmiech.
- Aż tak długo? - Mina dziewczyny lekko skwaśniała, chyba nie spodziewała się takiego obrotu sprawy, ale cóż, skąd on mógł by wiedzieć czego ona chce?
- W takim razie... Anastasia, miło mi poznać - Skłoniła lekko głowę w jego stronę
- Alantar, cała przyjemność po mojej stronie - On za to pochylił się w lekkim ukłonie
- Wiem że nie wypada, ale mam do Ciebie prośbę, chciałam dowiedzieć się gdzie leży najbliższa wioska i tam zostać na kilka dni, ale skoro trzeba tam tyle jechać, muszę zawitać tutaj... Mógłbyś przedstawić mnie jako swoją kuzynkę? - Uśmiechnęła się z zakłopotaniem w jego stronę, zaś on jak nigdy nie odwzajemnił uśmiechu, tylko spojrzał na nią z zdziwieniem. Na szczęście szybko  się opanował i radosny wyraz powrócił na jego twarz... Zaśmiał się cicho...
- Jeśli pozwolisz ukraść się na dzisiejszy wieczór, czemu nie? - Znów obudziła się w nim ta łobuzerska krew... A zwykle miał takie problemy z rozmową z dziewczynami. Cóż, tym razem to nie on musiał zaczynać rozmowę...
- Z chęcią... Nie była bym sobą gdybym powiedziała nie. - Uśmiechnęła się, tym razem już normalnie i trzeba przyznać że był to piękny widok.
- W takim razie w drogę. - Alantar klepnął karego lekko po zadzie i ten ruszył powoli dotrzymując kroku chłopakowi.
- Masz gdzie się zatrzymać? Z tego co rozumiem to nie... Przy okazji pokażę ci gdzie można tanio się przespać, a przy okazji przyzwoicie zajmą się konikiem. - Po kilku sekundach niezręcznej ciszy, dziewczyna odpowiedziała:
- Dobrze rozumiesz. Jak najtaniej poproszę, nie mam dużo oszczędności. -
- Jak każdy... Jeśli można, co Ciebie tutaj sprowadza? Pierwszy raz Cebie tutaj widzę. -
- Po prostu szukam miejsca gdzie mogłabym zatrzymać się na trochę, z dala od większych miast. - Odpowiedziała wymijająco, toteż Alantar zamilkł na chwilę, aż do momentu kiedy jeden z Strażników nie zatrzymał ich.
- Wracasz nicponiu? Kogo przyprowadziłeś? - Strażnik otaksował wzrokiem dziewczynę.
- Moja kuzynka, taka niezapowiedziana wizyta, więc nie miała za bardzo jak kogokolwiek uprzedzić, ale na szczęście trafiliśmy na siebie na drodze. - Przerwał na chwilę odgarniając niesforne kosmyki.
- Eh, wchodź Alantar, nie zwracaj mi głowy... - Odpowiedział strażnik z skwaszoną miną. Ile razy by nie karać chłopaka, ten dalej miał w sobie tą beznadziejną brawurę, tym bardziej nie miał najmniejszej ochoty sprawdzać czy mówi prawdę, to mogło spowodować tylko jeszcze więcej kłopotów, a tego przecież nie chciał. Alantar zaś z uśmiechem na ustach złapał lejce karego i poprowadził go początkowo w stronę rodzinnego domu by zaraz skręcić do jego ulubionej karczmy... Sama droga upłynęła w ciszy którą przerwał dopiero przed drzwiami oberży.
- Jesteśmy na miejscu, karczma "Morska Przystań" wita. - Sama nazwa była raczej mało adekwatna, do morza mieli cały szmat drogi , a Alantar nie był nawet pewien czy sam właściciel kiedykolwiek je widział...
- Przyjemna nazwa... Dziękuję za pomoc. - Uśmiechnęła się lekko i zgrabnie zeskoczyła z konika. Alantar zaś wszedł do środka i już  po chwili wyłonił się z powrotem by zaprowadzić do mieszczącej się za właściwym budynkiem, niewielkiej ale zadbanej stajni. Chłopak szybko rozporządził wierzchowca, opowiadając Anastasi o swoim mieście. W momencie gdy weszli do karczmy, uśmiech Alantara stał się jeszcze większy... Te niezliczone godziny jakie tu spędził były jednymi z lepszych wspomnień...
- Chcesz coś zjeść? Tutejszy kucharz naprawdę świetnie przyrządza kurczaka... - Po raz kolejny uśmiechnął się do niej, tym razem z wzajemnością, choć w uśmiechu dziewczyny można było dostrzec nutkę niepewności.
- Jak bym mogła sobie pozwolić na takie wydatki to z chęcią zjadła bym coś takiego, ale naprawdę muszę oszczędzać...
- W tym momencie to nie problem... - Z tymi słowy ruszył do karczmarza, gdzie zamówił wcześniej wspomnianego kurczaka, oraz kilka innych rzeczy... Z początku wspólna rozmowa nie szła za dobrze, dziewczyna unikała opowiadania czegokolwiek o sobie i dopiero w połowie posiłku udało się Alatarowi przekonać ją do siebie, przez co dalsza część "biesiady" minęła w miłej atmosferze. Chłopak dowiedział się że Anastasia nie wie jak długo zamierza zostać w Lynth, ani nie wie co tu będzie robić, jeśli miała by zostać dłużej niż kilka dni. Po posiłku udali się na małą przechadzkę po miasteczku, dzięki czemu dziewczyna mogła lepiej poznać miasto, zaś Alantar dłużej nacieszyć się z towarzystwa nowopoznanej piękności... Rozstali się dopiero kiedy Anastasia zrobiła się senna i postanowiła odpocząć po wyprawie. I tak oto o całkiem późnej porze chłopak samotnie przemykał uliczkami miasta, jednak nie jak można by się spodziewać, rodzinnego domostwa, a wręcz w  przeciwnym kierunku, do domu swego mentora Garathasa. Ten już nieco starszy mężczyzna nauczył go bardzo wiele, może nawet więcej niż jego własny ojciec... Tyle że o ile ojciec uczył Alantara zasad kupiectwa, wszelakiej etykiety, praw, geografii, to Garathas uczył chłopaka jak władać bronią, skradać się, jak przeżyć w lesie, górach... A w Cesarstwie wiedza ta niestety nie byłą powszechnie dostępna. Walki uczono dopiero po zaciągnięciu do wojska, bądź straży. Oczywiście wielu owe zakazy łamało, jednak mało kto miał takiego nauczyciela. Chłopak miał szczęście że Garathas zobaczył w nim coś co skłoniło go do przekazania swojej wiedzy. I tak oto już w piwnicy wojownika po raz kolejny zmierzyli się z sobą. Walczyli stępioną, ale prawdziwą bronią, o której pochodzenie Alantar wolał się nie pytać, w końcu prócz straży, wojska i niekiedy najemników, nikt oręża nie posiadał, albo się do tego nie przyznawał. Wymienili między sobą kilka ciosów, tak na rozgrzewkę, a potem zaczęli... Po dwóch godzinach Alantar zdyszany i poobijany zmierzał w stronę rodzinnego domostwa. Miał za sobą dzień pełen wrażeń, co sprawiło iż mimo znużenia, uśmiechnął się szeroko. Już w domu opadł na łóżko i zasnął... Rano jak zwykle zszedł na śniadanie, przywitał się z wszystkimi, zjadł i wyszedł. Nie miał obowiązków w domu, zaś Haroll, tutejszy drwal u którego pracował Alantar nie lubił kiedy ten spóźniał się. Alantar zawsze się temu dziwił gdyż Haroll płacił mu od wykonanej roboty, nie zaś ile ją robił, toteż gdy tylko zrobił swoją dzienną działkę, mógł robić co chce. Niekiedy bywało że kończył przed południe, a niekiedy pracował do późnej nocy, jednak sama praca chłopakowi się podobała, drwal nie był specjalnie skąpy i płacił uczciwie, a co ważniejsze dla Alantara, cały czas pracował nad swoimi mięśniami. Mimo tego na pierwszy rzut oka trudno było by powiedzieć iż jest dobrze zbudowany, szczupły, raczej nie wysoki, dopiero po zdjęciu koszuli można było dostrzec rzeźbę której wielu jego rówieśników mu zazdrościło. Rytmiczny stuk topora o pieniek, poezja dla uszu która pozwalała chłopakowi zatopić się w własnych myślach. Gdy skończył układać stos porąbanych drewek, najprawdopodobniej na opał dla kogoś kto był na tyle leniwy że wolał zapłacić więcej za porąbanie drewna, co przecież mógł zrobić sam... Czasami wydawało się że jednak są w Cesarstwie ludzie którzy mają za dużo pieniędzy... Tak, gdy skończył słońce powoli chowało się za koroną drzew. Chłopak pożegnał się z drwalem i ruszył do karczmy. Tak jak to miał w zwyczaju... Niektórzy by powiedzieli iż jest trochę za młody, jednak jak na razie wszyscy którzy tak twierdzili, szybko swe zdanie zmieniali... Już po przekroczeniu drzwi, na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech. Dostrzegł przyjaciół siedzących przy jednym z stołów, już lekko podchmielonych.
- Witajcie! - Zakrzyknął  i przysiadł się obok. Sama grupa nie była duża, składała się z pięciu osób razem z Alantarem. Usiadł obok Uliego który był z nich najmłodszy, za to największy, o głowę wyższy od Alantara, dalej, po drugiej stronie przytuleni do siebie Mira i Leen, prawie nierozłączna para kochanków. To byli jego najlepsi przyjaciele, to na nich mógł liczyć gdy potrzebował pomocy i to właśnie dla nich był w stanie zrobić prawie wszystko.
- Co tam słychać Al? - Zagadnął Uli, uśmiechając się szeroko i wciskając Alantarowi kufel pełen jakże podłego piwa.
- Nie uwierzysz kogo wczoraj poznałem... - Chłopak rozejrzał się po komnacie, przysunął się bliżej przyjaciela i dyskretnie wskazał na Anastasię, która siedziała sama jedząc coś.
- Widzisz tą ślicznotkę? - Pociągnął porządnie z kufla, opróżniając go praktycznie do połowy.
- Ah... Wracając  do tematu... Idę sobie drogą z lasu, a tu nagle podjeżdża ta dziewczyna. No i się mnie pyta gdzie jest najbliższa wioska, no i jak usłyszała odpowiedź to postanowiła jedna tutaj się zatrzymać, pomogłem jej wejść bez pytań do miasta - Zaśmiał się cicho.
- I tak do wieczora rozmawialiśmy sobie, nawet co nieco zjedliśmy razem, mówię ci... Jak spróbujesz do niej podejść to będę musiał ciebie obić. - Uśmiechnął się radośnie od ucha do ucha.
- Cud, miód, normalnie... Anastasia się zwie... - Na tym zakończył. Uli zaśmiał się głośno, pociągnął kolejny łyk piwa i odpowiedział.
- Wierzę na słowo... Anastasia powiadasz? Ładnie... - Przerwał dostawszy kuksańca od Alantara, co obaj skwitowali śmiechem.
- Z czego tak się śmiejecie? - Zapytał Leen, chyba skończywszy rozmowę z Mirą.
- Ah, nic, opowiadałem Uliemu o tej dziewczynie. - Chłopak znów wskazał Anastasię, tym razem mniej dyskretnie...
- Co znasz ją? - Zapytał Leen
- Ja jej na pewno nie znam... Nie jest stąd? - Odezwała się Mira
- Tak znam, i tak nie pochodzi z tego miasta... - Al znów się uśmiechnął.
- A teraz wybaczcie, idę rozwijać znajomość - Puścił oczko do nich, dopił duszkiem zawartość kufla i odszedł, by zaraz przysiąść się do Anastasi.
- Jeśli można, przysiądę się - Nie czekając usiadł i uśmiechnął się.
- Witam Anastasio. Jak się podoba Lynth? - Dziewczyna przez chwilę nie odpowiadała, lekko zdziwiona, czy to pytaniem, czy to ponownym spotkaniem chłopaka.
- Witaj, już mówiłam, nie najgorzej... Nie sądziłam że ciebie jeszcze spotkam... -
- Cóż, to moja ulubiona karczma, toteż trudno było by się nie spotkać... - Znów posłał jej promienny uśmiech.
- Chyba muszę przyznać rację. - Odpowiedziała i wzięła kęs uda kurczaka które najwyraźniej było jej kolacją. Cóż, chłopak musiał przyznać iż nie była szczególnie rozmowna...
- Masz na dzisiejszy wieczór jakieś plany? Z chęcią pokazał bym Tobie resztę miasta. - Jak mawiał mędrzec, każda wymówka nie jest zła, czy jakoś tak... W każdym bądź razie dziewczyna przez chwilę zastanawiała się w ciszy...
- Jeśli się tobie chce... Daj mi proszę tylko dokończyć jedzenie. - Uśmiechnęła się do niego lekko, prawie niezauważalnie.
- Oczywiście. - Uśmiechnął się. Cóż, udało mu się... Długo jej to nie zajęło i już kilka chwil później chłopak znów oprowadzał ją po mieście. Widać było że w miarę upływu czasu, Anastasia coraz bardziej przekonywała się do Alantara, mimo iż jak zauważył, nie było jej to na rękę... I tego w niej nie rozumiał... Przez następne kilka dni widywali się coraz częściej, chłopak nawet zapoznał ją z swymi przyjaciółmi. Anastasia postanowiła zostać w mieście na dłużej, i z pomocą Alantara znalazła nawet pracę u miejscowej aptekarki. Powoli zaczynała otwierać się przed chłopakiem, opowiadać co nieco o swojej historii, o samej sobie, zaczynała coraz więcej czasu spędzać z Alantarem i jego przyjaciółmi którzy przyjęli ją całkiem ciepło...

Ah, czyli tak to się zaczęło?

Minął miesiąc odkąd poznał Anastasię, był ciepły letni wieczór, a on leżał beztrosko na trawie poza miastem, zaś obok niego opierając głowę na jego ramieniu leżała Anastasia... Miesiąc temu nie przypuszczał że przydarzy mu się taka historia... Choć też trzeba mu było przyznać iż zajęło mu to całkiem sporo czasu. Spojrzał na nią, uśmiechnął się, zaś ona odwzajemniła ten uśmiech, zbliżyła się aż poczuł jej oddech.
- Co tam przed chwilą wyszeptałeś? - Zapytała ledwie dosłyszalnym szeptem, uśmiechając się leciutko. Chłopak spojrzał jej w oczy, ich usta praktycznie się stykały...
- Zakochałem się... - Szepnął
- Kocham ciebie... - Tyle zdążył powiedzieć, dziewczyna pocałowała go, a on odwzajemnił pocałunek. Znowu przebiegł go ten dreszcz który towarzyszył każdemu dotknięciu jej skóry, a zarazem poczuł jeszcze coś... To nie był pierwszy raz jak całował się z dziewczyną, lecz jeszcze ani razu nie czuł się tak jak teraz, nie wiedział nawet jak by to opisać... Gdy przerwali zamrugał, po czym znów ją pocałował... Już po rozstaniu nie mógł pozbyć sie tego wrażenia. Wrażenia które nie dawało mu spokoju. Tej nocy nie spał, rozmyślając  o nowej miłości... Tak się jeszcze nie czuł... Kolejne dni były jednymi z najszczęśliwszych w jego życiu, przynajmniej takie miał wrażenie. Dopóki do Lynth nie zawitał Cesarski śledczy, o ile można tak było powiedzieć o tych bezwzględnych kreaturach które ścigały co groźniejszych buntowników i im podobnych. To właśnie z jego powodu karczma "Morska Przystań" została nawiedzona przez patrol straży który nie miał zamiaru nic wypić, za to wypytywał o Anastasię. Bramy miasta zostały zamknięte, a wyjście było możliwe jedynie po rewizji... Nagle Anastasia stała się co najmniej banitką. Co prawda dzięki chłopakowi jak na razie straż jej nie znalazła, jednak już wiedzieli kto ją znał, czy w jakich relacjach byli, w końcu nie ukrywali tego... Jak na razie Alantar próbował dowiedzieć się o co chodzi... A najprościej było niestety, spytać się Anastasi, na co wcześniej, zajęty jej ukrywaniem nie miał czasu, lecz teraz gdy już zdążył nieco ochłonąć, pytania same cisnęły się na usta. A gdy już chciał zadać jedno z nich, Anastasia z łzami zaczęła mówić...
- Przepraszam Al... Naprawdę przepraszam... Nie powinnam tobie tego robić... Nie powinniśmy zajść tak daleko... Wiedziałam że to tak się skończy... - Rozpłakała się. Alantar przytulił ją. Nie był w stanie być na nią zły... Pocałował ją w policzek...
- Już dobrze... Nic się nie stało... -
- Przepraszam... Nie chciałam... Sama się tym zajmę dobrze? Nie chcę aby ci się coś stało... - Dalej płakała, jednak teraz próbowała wyswobodzić się z objęć Alantara.
- Nie oddasz się w ich ręce... Rozumiesz to? - Przerwał na chwilę
- Już i tak jest za późno... Wolę abyś chociaż ty uciekła... Ja sobie poradzę... - Uśmiechnął się. Wiedział że to nie prawda, jeśli nawet uda mu się przemycić Anastasię, sam już raczej nagonce nie ucieknie, a kogoś muszą przecież złapać... Jednak było już za późno... Al nie zamierzał zmieniać zdania... Przez następne kilka godzin, aż do wieczoru obmyślał plan, nie słuchając sprzeciwów ukochanej. Nie miał dużo czasu... Mimo tego zdobył dla niej konia,  trochę prowiantu, ubrań, zaś dla siebie ostrze, oraz oliwę... Gdy noc spowiła miasto swoim całunem, niczym latarnia morska wśród sztormu rozbłysnął jeden z posterunków straży... Nie było to tak trudne, nikt nie spodziewał się że ktoś będzie na tyle odważny... Chwilę później znalazł się przy południowej bramie gdzie wyszedł na spotkanie czterem strażnikom. Uśmiechnął się, zamłócił w powietrzu ostrzem i powoli ruszył w ich stronę.
- Jorn, biegnij powiedzieć że jest tutaj Alantar! Ona musi być niedaleko! - Rzucił jeden z nich, najwyraźniej dowódca. Jorn, którego chłopak znał z widzenia szybko odłączył sie, najwyraźniej wykonując rozkaz...
- Myślisz że sam nas pokonasz? Nie bądź śmieszny chłopcze... -
- Chcesz się założyć że jeszcze wyjdę tą bramą? - Odpowiedział Alantar i sięgnął za pas by w następnej sekundzie rzucić wyciągniętym sztyletem w jednego z wartowników... Gdyby to jeszcze byli żołnierze... Niestety dla nich nie byli nimi, przez co jeden legł na ziemię z wbitym w pierś sztyletem, zaś pozostała dwójka rzuciła się na Alantara. Zaczęła się prawdziwa walka... Mimo przewagi liczebnej, żaden nie potrafił trafić chłopaka, choć nie dawali mu szansy na kontratak. Tak przynajmniej im się wydawało... Alantar chciał zwabić tutaj całą obławę... Garathas obiecał mu że zachodnią bramą którą miała uciec Anastasia zajmie się osobiście... Dzięki pożarowi oraz ogólnemu zamieszaniu łątwo będzie ich podmienić, a Sigmund i Elenor, dwójka strażników miała u niego dług, toteż musieli na to przystać... To dawało Anastasii co najmniej dzień przewagi... Po kilku minutach walki obaj strażnicy byli już nieźle spoceni, dyszeli ciężko... Nie było po co przedłużać tego... Al skoczył do przodu, pozwolił klindze przeciwnika ześlizgnąć gdy chwytał jego ramię, by w następnej chwili dotknąć szyi przeciwnika ostrzem tuż przy jelcu, idąc z pędem długie cięcie zostawiło głowę która trzymała się jedynie na połowie szyi. Drugi strażnik zdążył się obrócić, jednak gdy tylko zablokował nadlatujące ostrze, nie był w stanie zablokować stopy Alantara która wyrżnęła go prosto pod nos. W następnej chwili Al przeszył ostrzem jego klatkę piersiową... Garathas wyszkolił go aż za dobrze... Chłopak wyciągnął sztylet z pierwszego strażnika po czym szybko zaczął otwierać bramę.  Wybrał akurat tą gdyż zawsze trzymano tutaj przynajmniej jednego konia, którego teraz chłopak pogonił . Gdy zwierzę znikło w ciemnościach, odwrócił się i podszedł do trupów. I właśnie w tym momencie zobaczył nadbiegających ludzi, co najmniej kilku łuczników którzy napinali swe łuki w biegu oraz samego sprawcę zamieszania... Nie wiedział że już niedługo ten zginie. Na razie był przekonany o swojej własnej śmierci. Rzucił miecz oraz sztylet na ziemię, uklęknął uśmiechając się.

- Za późno... Już jej nie złapiesz... - Zwrócił się do Cesarskiego. Straż okrążyła go, usłyszał świst i poczuł uderzenie w tył głowy. Potem była tylko ciemność...

2 komentarze:

  1. Pisz, pisz,pisz- poki cokolwiek maszdo napisania rób to!
    Tylko zanim opublikujesz – przeczytaj chociaż raz a najlepiej 2-3 razy, najlepiej znajdz kogos kto zrobi korektę, poprawi błędy językowe, ortografy, itp.
    Nie użīwaj „iż” - to dość archaiczne i nienaturalne, „że” jest zdecydowanie lepsze :)
    No i duuuuużó czytaj, żeby wyrobić styl i język.
    Widać, że masz sporo do opowiedzenia ale forma jest jeszcze słaba -ciężko się czyta.

    pozdrawiam serdecznie i czekam na następne kawałki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej w mojej okolicy trudno znaleźć kogoś komu chciało by się poprawiać czyjeś teksty, tym bardziej że błędów specjalnie dużo nie ma, najczęściej to literówki :P (Tak mi się wydaje)

      Co do "iż" wiem że ta forma jest archaiczna, ale bywa, niekiedy pasuje mi bardziej od "że" :)

      Co do stylu... Dzięki za szczerą opinię, postaram się w miarę możliwości poprawić, choć z czytaniem książek w tym momencie jest raczej problem, kiedyś miałem do tego głowę i czytałem dużo, teraz niestety ale tylko okazjonalnie i nie bardzo jak mam to zmienić, doszło mi w ciągu tych lat trochę obowiązków. Styl jak widać mi się nieco zmienia, raz jest lepiej, raz gorzej, a to iż pisuję bardzo nieregularnie raczej nie pomaga ;)

      Pozdrawiam,
      Manastor

      Usuń