czwartek, 27 grudnia 2012

Sala Tortur


Ave wszystkim. Na początku, będę mile zaskoczony jak ktoś to przeczyta ;) Na początku nie myślałem że zrobię bloga, ale cóż, jakoś tak mnie naszło. To co będę tu umieszczał to fragmenty pisanego powoli przez mnie opowiadania, a może i "książki" o Alantarze, młodym magu. Aktualnie nie zamierzam tego układać chronologicznie, gdyż piszę to co na co akurat mam wenę, później zajmę się składaniem tego w jedną całość... A żeby dłużej nie zanudzać, oto pierwsza część mej skromnej twórczości, mam nadzieję że się spodoba ;)
Ps. Pisałem to niecałe 2h 3:> 



Z początku nie miał problemów, wiedział że nie utopią go, nie o to im chodziło, w końcu chcieli czegoś. Tylko czego? Odkąd znalazł się w tym pomieszczeniu, ani jeden, ani drugi nie odezwali się słowem. Może myśleli że tak go złamią? Że sam zacznie się pytać czego chcą? Aż tak łatwo nie było, cokolwiek chcieli wiedzieć, czy to o niej, czy o czymś innym, nie da im tej satysfakcji, to oni będą musieli odezwać się pierwsi. Kolejne łyki wody, krztuszenie się, a gdy ledwo co nabrał powietrza, znów jego głowę brutalnie zanurzano w beczce wody, lodowatej wody… W końcu jeden z nich, ten średniego wzrostu, szczuplejszy od drugiego, odezwał się:
- Koniec tych żartów, mam nadzieję że przekonałem ciebie do nie stawiania oporu… -
Przerwał na chwilę jakby zastanawiając się nad kolejnymi słowami, ale przecież wiedział co powiedzieć.
- Gdzie ona poszła? Dokąd się udała? -
Alantar uśmiechnął się leciutko i cicho odpowiedział:
- Która? Znam sporo dziewczyn. –
- Co? - Ten który mówił, kopnął chłopaka w twarz, tak że drugi, całkiem nieźle zbudowany, ledwo go utrzymał w rękach.
- Gdzie ta wiedźma której pomogłeś uciec! Gdzie jest ta cholerna latawica? Mów szczeniaku! – Przerwał równie nagle co zaczął, biorąc kilka głębszych oddechów aby uspokoić nerwy. Nie mogło go tak ponosić. Gdyby nie fakt że drugi mężczyzna miał mocny chwyt, Alantar najpewniej zwijał by się teraz z bólu na podłodze.
- Nie znam żadnej wiedźmy! – Odpowiedział spluwając krwią.
- Nie? Nie znasz dziewczyny której pomogłeś uciec? Tak zwanej czarodziejki? –
I właśnie te słowa rozwiały jego wszelkie wątpliwości, o ile jeszcze chwilę wcześniej mógł jeszcze mieć cień nadziei że nie mówił o Anastasi, o tyle teraz już nie mogło być mowy o przejęzyczeniu, nazwał ją „czarodziejką”, a tutaj, w Cesarstwie takich oskarżeń nie rzuca się bezpodstawnie, nawet jeśli mowa o armii… Czyli jednak ona była czarodziejką i to właśnie dlatego ją ścigali, a on wpakował się w kłopoty z których już się nie wykaraska, nie gdy w grę wchodziła magia. Ale skoro sprawy zaszły tak daleko, nie zamierzał im nic powiedzieć, lepiej zginąć tutaj niż wrócić napiętnowany…
- Nie wiem o kim mówisz, nikomu nie pomagałem. –
I tym razem spodziewał się ciosu, ale ten nie nadszedł, mężczyzna jedynie machnął ręką, a ten drugi, który go trzymał, poderwał go i posadził na krześle… Następne kilka godzin upłynęło w niekończącym się bólu, oraz kolejnymi pytaniami, „Co o niej wiesz”, „Gdzie pojechała”, „Co tu robiła” oraz wiele innych których nie udało mu się zapamiętać. Ale prócz pytań dowiedział się czegoś. Jeden z „Władających Mocą” miał wieczorem następnego dnia zawitać do miasta, a wtedy tamten z swą magią wyciągnie pożądane informacje. W końcu gdy tamci uznali że jeśli dłużej będą to ciągnąć, Alantar może tego nie przeżyć, wrzucili do małego paleniska żelazny pręt zakończony niezbyt skomplikowanym znakiem, znakiem który mówił że ktoś pomagał bądź ukrywał maga, znak który przekreślał całe życie. I właśnie wtedy, gdy jeden z oprawców wyciągnął ten jakże groteskowy „stempel”, rozgrzany do białości, padły ostatnie słowa z ust mężczyzny stojącego po lewej.
- To twoja ostatnia szansa, powiedz nam, a zapomnimy o sprawie… -
Ale nie, on nie zamierzał ni powiedzieć i obaj dobrze o tym wiedzieli. I dlatego ten czekał tylko ulotną chwilę, gdy skinął drugiemu aby ten zabrał się do roboty…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz